W poprzednim odcinku naszej archeologiczno-żartobliwej wyprawy do Rzymu poznaliście nie byle kogo – Julka Cezara. Ten wielki wódz i niezłomny polityk miał jedną słabość – romanse. Dziś przedstawiamy najsłynniejszą z jego ukochanych. Panie i Panowie – królowa Kleopatra VII!
Zaraz, zaraz – powiecie. Co ma Kleopatra do Rzymu i Italii? Toż to przecież Egipcjanka, biegająca w czarnej peruce czcicielka dziwnych bogów (ach, te pół-krowy, pół-ptaki i inne cuda-wianki!), rozpustnica znad Nilu! Nic bardziej błędnego.
Kleopatra była, owszem, królową Egiptu, jednak pochodziła z greckiego rodu Ptolemeuszy, wywodzących się od jednego z generałów Aleksandra Macedońskiego. Wyglądała zapewne bardzo… europejsko, biorąc pod uwagę jej greckie korzenie i fakt, że nosiła raczej mały koczek na karku niż równo przyciętą grzywkę. Jednak oprócz tego, że miała podobno spory nos i wcale niekoniecznie piękną twarz – zbyt wiele o jej aparycji nie wiemy, jako że jej wrogowie skazali ją pośmiertnie na tzw. damnatio memoriae, dokonując zniszczeń większości jej portretów. Co więcej, fatalna reputacja królowej jest wymysłem jej przeciwników w walce o… Rzym.
Otóż w młodziutkiej, nastoletniej jeszcze królowej zakochał się, jak już powiedziałam, Juliusz Cezar, najpotężniejszy człowiek ówczesnego świata. Być może owe „zakochanie” było zresztą raczej układem politycznym – fakt jednak faktem, że po spotkaniu w egipskiej Aleksandrii, gdzie władczyni podobno wyskoczyła przed tronem Cezara wprost ze zwiniętego w rulon dywanu. Szybko narodził się syn, Cezarion – spadkobierca, jakiego dotąd nie dała Julkowi żadna kobieta, włączając w to żonę Kalpurnię.
Gdy tylko Kleopatra ogarnęła się z pieluchami, zapakowała manatki na statek i przybyła do Rzymu, aby być blisko ojca swego dziecka. Potrzebowali się zresztą nawzajem – choć Rzym był polityczną i militarną potęgą, nie mógł istnieć bez pochodzącego z Egiptu ziarna. Większość chleba na Siedmiu Wzgórzach wypiekano z egipskiej mąki!
Co więcej, Julek coraz częściej rozmyślał o stworzeniu monarchii w stylu wschodnim. On mógłby być królem, Kleosia – jego królową…. Jednak, jak to dzisiaj mówimy – „myślał indyk o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli”. Nadeszły Idy Marcowe, kładąc kres marzeniom tej pary. Kleopatra musiała uciekać z powrotem do Egiptu.
Los szykował dla niej jeszcze romantyczne uniesienia z bliskim znajomym Cezara, Markiem Antoniuszem, ale i te miały zakończyć się dramatycznie. Do gry wkroczył bowiem adoptowany syn Julka, niejaki Oktawian, który, zazdrosny o władzę, po jaką sięgnął Marek, a przy tym obawiający się rywalizacji z prawdziwym synem Julka, małym Cezarionem, doprowadził do śmierci całej trójki. Historię o ugryzieniu Kleosi przez węża znacie. A zaraz potem Oktawian stał się Oktawianem Augustem, pierwszym cesarzem Rzymu.
Czy po pobycie Kleopatry w mieście na siedmiu wzgórzach są jakieś ślady? – zapytacie. Niewiele, choć więcej niż w samej Aleksandrii, gdzie mieszkała do śmierci.
Na tych, których nie przerażą kolejki do Muzeów Watykańskich, czeka popiersie, a właściwie głowa królowej, wystawiona w Museo Gregoriano Profano.
Zdecydowanie ciekawsza może być jednak wyprawa do Centrale Montemartini przy Via Ostiense. To wspaniałe muzeum, mieszczące się w dawnej elektrowni (zaskakujące zestawienie sztuki starożytnej i industrialnych wnętrz!), zaskoczy nas nie tylko uroczym portretem pewnej ptolemejskiej księżniczki, przez niektórych uważanej za Kleopatrę, ale także słynnym posągiem Wenus Eskwilińskiej, w którym wielu uczonych, jak Licinio Glori czy Paolo Moreno, upatruje portretu władczyni.

Dla wielbicieli malarstwa interesujące może być zwiedzanie licznych rzymskich galerii tropem Kleopatry. W Wiecznym Mieście zobaczyć można bowiem dziesiątki obrazów jej poświęconych, począwszy od przepięknego dzieła Jacopino del Conte w Galleria Borghese, przez płótna Guercino i Guido Reni w Pinacoteca Capitolina, po Francesco Trevisani w Galleria Spada.

Kto natomiast chciałby spojrzeć na Rzym oczami Kleopatry, powinien udać się na spacer w okolicach Forum. Najpierw oczywiście należałoby zerknąć na smutne kolumny świątyni Wenus Rodzicielki, o której pisałam poprzednio; potem wspiąć się na Palatyn, gdzie znajdowały się domy większości rzymskich znajomych królowej, w tym Marka Antoniusza.
Można też przeprawić się na drugą stronę Tybru, gdzie na wzgórzu Janikulum wznosiła się posiadłość Julka. To właśnie tutaj gościł on swoją ukochaną.

Najbardziej jednak duch Kleopatry obecny jest chyba na Largo Argentina. W słoneczny dzień, jakich w Rzymie nie brakuje, wśród ruin świątyń z okresu republiki grzeją się tu w słońcu koty. A koty do Włoch przywiozła, podobno, Kleopatra…
Zdjęcia: archiwum prywatne autorki.



[...] http://www.oliwazoliwek.pl/aktualnosci/z-kleosia-po-siedmiu-wzgorzach/ [...]