Będę Twoim cicerone – mówi pięknym Polkom niejeden Włoch, oferując im, że oprowadzi je po swoim mieście, pokazując nieznane turystom zakątki.
Dzisiaj jednak na przechadzkę po Wielkim Mieście zaprasza nas postać, która jak mało kto może nadać sobie miano cicerone. Panie i Panowie, pójdźmy śladami Marka Tulliusza, oczywiście – Cycerona!
Marco Tullio Cicerone, bo tak nazywają Włosi wielkiego rzymskiego mówcę i polityka, urodził się w 106 roku przed naszą erą. Uważany za jednego z najwybitniejszych intelektualistów w historii, nie pochodził jednak wcale z rodu o wielowiekowych tradycjach – był homo novus, czyli jako pierwszy w rodzinie piastował wysoki urząd.
Jego nazwisko, dziś kojarzące nam się jednoznacznie ze wzniosłymi mowami czy filozoficznymi dziełami, pochodziło od mało wyrafinowanego słowa… ciecierzyca, po włosku – cece. Mówi się, że jeden z jego przodków miał na nosie brzydką narośl, najprawdopodobniej kurzajkę, która przypominała kształtem ziarno ciecierzycy właśnie. Cóż, nazwiska nikt z nas sobie nie wybiera! Słynna jest anegdota o tym, jak senatorowie podśmiewali się z Markowego przydomka, jednak ten, niewzruszony, odgrażał się, że Cicerone będzie kiedyś wielkim nazwiskiem. Tak też się stało, wbrew powiedzeniu nomen omen, tak lubianemu do dzisiaj przez Włochów.
Marco spędził życie, broniąc wartości rzymskiej republiki, a że przyszło mu urodzić się u jej schyłku, stał się bohaterem historii, której inne postacie doskonale już znacie. Mówi się, że nienawidził królowej Kleopatry czyli dla nas – Kleosi, którą uważał za arogantkę; jego stosunki z Julkiem Cezarem też były raczej napięte.
Głęboki konflikt poróżnił go jednak przede wszystkim z innym Markiem, zwanym Wam jako Marco Antonio, z którego polecenia został zamordowany. Nasz przystojniak Antoniusz zemścił się w ten sposób za skierowane przeciwko niemu mowy Cycerona, zwane Filipikami. Jak widać, nawet najbardziej romantyczni kochankowie w historii bywają okrutni i niezdolni do przebaczenia, co pewnie – póki ich biografie czytamy na kartach książek – dodaje im tylko w naszych oczach pikanterii!
Pan Ciecierzyca był – chociażby ze względu na swoją dramatyczną śmierć – niewątpliwie postacią tragiczną. Spacer jego śladami może jednak zamienić się w uroczą przechadzkę po pięknym centrum Wiecznego Miasta. Rozpoczynamy ją od okolic zwanych Argileto (między Forum a Kapitolem), gdzie znajdowała się kamienica należąca do Marka. Wynajmował ją za niemałe pieniądze, czerpiąc tym samym pokaźny miesięczny dochód. Nie był to jednak jakiś luksusowy apartamentowiec, a raczej biednie wyglądający stary budynek, który pewnego dnia podobno się zawalił. Marek żalił się wówczas, że opuścili go nie tylko lokatorzy, ale nawet mieszkające z nimi myszy. Nie ma to jak wynajmować mieszkanie od dowcipnego południowca!
Niedaleko, w dzielnicy zwanej przez starożytnych Carinae (dzisiejsza Via del Colosseo), miał zaś Marek swoją własną posiadłość, ma się rozumieć – bardziej wyglądną niż przeznaczona pod wynajem kamieniczka. Mimo wychwalania cnót takich jak skromność i umiarkowanie, posiadał także niemałą chałupkę na Palatynie. Cóż, i w tamtych czasach trzeba było otaczać się „odpowiednimi” znajomymi – na Palatynie zaś sąsiadów miał Marek znakomitych, powiedzielibyśmy wręcz – samych celebrytów, począwszy od oratora Ortensjusza, na wrogu Marku Antoniuszu skończywszy.

fot. flickr.com (sjdunphy); powyżej: flickr.com (graye)
Trudno też nie wspomnieć naszego bohatera w okolicach Forum, gdzie wygłaszał swoje słynne mowy, w tym głośne catilinarie, czyli oskarżenia przeciwko awanturnikowi Katylinie. Jak podają źródła, zamordowanemu z rozkazu Antoniusza Markowi obcięto prawą dłoń – tę samą, którą pisał swoje przemówienia – i razem z głową zawieszono na Rostrach przy trybunie senatorów. Ot, taka mała przestroga dla innych polityków emocjonalnie zaangażowanych w losy Rzymu! Trudno, wyobrażając sobie takie okropności, nie zacytować samego Cycerona, który jedną z mów przeciwko Katylinie rozpoczął od słów O tempora, o mores! – Co za czasy! Co za obyczaje!
Żarliwy mówca, którego cięty język kosztował życie, a wraz z nim głowę i rękę, był prywatnie osobą raczej zamkniętą w sobie, choć miłującą głęboko przyjaciół, do których, jak wiemy, pisywał piękne listy. Znane jest też jego wielkie przywiązanie do córki Tullii, nazywanej Tulliolą, niestety przedwcześnie zmarłej.

fot. flickr.com (chipps)
Spragnionych dłuższej wycieczki oraz chętnych do bliższego poznania Marka i jego ukochanej córki warto zachęcić do wyprawy na południe od Rzymu (kierunek: Neapol), do miasteczka Formia, gdzie mieli jeszcze jedną posiadłość. Do dziś można zwiedzać – jak to zwykle bywa we Włoszech – na dziko, bez opłacania biletu, bo wejścia pilnują tylko krzaki i dawno nie przystrzyżone drzewka – grobowiec Cycerona i Tullii, znajdujący się na zachodzie miasta. Robi on niesamowite wrażenie – dreszczyk emocji gwarantowany!
Ciekawe, czy znajdziemy po drodze jakiegoś cicerone…



Najnowsze komentarze