Kto posiada romantyczną duszę, koniecznie niech wstąpi do Werony. Miasto owładnięte jest legendą Romea i Julii, a to za sprawą Szekspira, który właśnie w Weronie umieścił swoją opowieść o nieszczęsnych kochankach. Nie poczują się zawiedzeni niepoprawni romantycy poszukujący w Weronie śladów rodzin Capulettich i Montecchich, a spacer w otoczeniu ciekawej architektury dostarczy im wielu wrażeń.
Tropienie śladów historii miłosnej opowiedzianej przez Szekspira zaczęliśmy od domniemanego miejsca spoczynku Julii. Mały kościółek San Francesco al Corso skrywający marmurowy sarkofag Giulietty niestety zastaliśmy zamknięty na głucho! Od ogrodu i długiej alejki z antresolą oddzielała nas brama, ale metalowe pręty pozwalały zajrzeć do środka.
Czas odcisnął tu swoje piętno, skruszałe mury zaanektowane przez dzikie pnącza, zliszajone rzeźby z motywem roślinnym, niekompletne posągi przywołały ducha tamtej epoki. Sam Szekspir podejmuje tu przybyłych, w głębi rozpoznajemy popiersie poety dłuta współczesnego artysty.
Na więcej szczęścia liczymy kierując się w stronę Casa di Giulietta.
Na Piazza Bra przechodzimy obok słynnej Areny. Grupy turystów oblegają słynny rzymski amfiteatr. Do pamiątkowych zdjęć namawiają przebrani za legionistów rzymskich. Mimowie zastygają w dziwacznych pozach i ożywiają się na chwilę po rzuceniu monety, można wpaść prosto w czarcie ramiona albo schronić się w anielskich skrzydłach.
Na Via Mazzini eleganckie sklepy mamią w witrynach markową odzieżą z najnowszych kolekcji. Nie dajemy się złapac w pułapkę sezonowych przecen, zmierzamy prosto do domu Julii.
Na via Cappello 23 średniowieczna kamienica wyróżnia się spośród pozostałych domów fasadą z ciemnej cegły i godłem rodziny Cappello, z którym kojarzy się bohaterkę romansu (ów ród istniał naprawdę). Szeroką bramę, prowadzącą na dziedziniec, oblepiają setki karteczek z miłosnymi wyznaniami. Taki międzynarodowy kolaż z kolorowych papierków, na których słowo „kocham cię” powtarza się w różnych językach świata. Na murze praktycznie nie ma wolnego miejsca. Niektórzy zapisują miłosne wyznania wprost na ścianie, inni rysują serca przebite strzałą i przyklejają w wybranym miejscu.
Mały dziedziniec jak zawsze zatłoczony do granic możliwości. Przy posągu Julii kolejka do pamiątkowego zdjęcia. Na dobrą wróżbę warto pogłaskać pierś Giulietty. Wypolerowany przez tysiące rąk tors Giulietty połyskuje z daleka.
Uwagę wszystkich skupia miejsce słynnych scen balkonowych – balkon Giulietty. Zaskakuje małymi rozmiarami i skromną sztukaterią, poraża siłą swojej legendy. To wiara w cudowne działanie tego miejsca sprawia, że tłoczą się na nim zakochane dziewczyny i chłopcy, marzący o „miłości aż po grób”.
Po środku dziedzińca niemałe zamieszanie wywołuje świąteczne drzewko miłości. Zakochani, zamiast listu do Julii, zapisują na karteczkach miłosne życzenie i wieszają na choince. Niech się spełni! – życzymy innym. Opuszczamy „świątynię miłości” i trasą jaką przed wiekami Romeo zmierzał do Julii przechodzimy przez gwarny Piazza delle Erbe.
Tu przeciskamy się między zaparkowanymi rzędami rowerów i straganami z pamiątkami. Na staromiejskim placu jest na co popatrzeć. Zachwycają urodą barokowe i renesansowe pałace, gotyckie wieże. Plac jest bardzo malowniczy i bogaty w architektoniczne detale np. mała kolumna zwieńczona iglicą to tabernakulum z XV wieku, albo jak kto woli, gotycka kamienna latarnia, szesnastowieczny edukuł to miejsce nadawania urzędów publicznych lub wyśmiewania nieuczciwych kupców.

Pośrodku placu zwraca uwagę fontanna zwana Madonną Werony. Z góry na plac spogląda figura rzymskiej bogini, a z głów zdobiących trzon fontanny tryska woda do ozdobnej misy. Mijamy okazałe Palazzo del Capitano i Palazzo degli Scaligeri.
Opuszczamy efektowny dziedziniec i nie oglądając się na nic przechodzimy przez bramę zwaną Porta Bombardiera, żeby możliwie szybko znaleźć się na via Arce Scaligere.
Odnajdujemy dom Romea oznaczony cytatem z tragedii Szekspira: „… Ach! Gdzież jest mój Romeo… ?”. Średniowieczny pałacyk ma prywatnego właściciela i możemy go obejrzeć tylko z zewnątrz, kiedyś należał do rodu książąt Cagnolo Nogarola. Z boku znajduje się restauracja, podobno ze świetnie zachowanymi średniowiecznymi salami należącymi kiedyś do domu Romea. Czy tak jest nie sprawdziliśmy, może innym razem.
Spacerkiem docieramy nad rzekę. Na kamiennym Ponte Pietra pamiętającym czasy rzymskie, odnajdujemy współczesne symbole zakochanych par. Pęk kłódek spinających miłosne przysięgi stroi most niczym awangardowa biżuteria.
Po drugiej stronie Adygi wysokie wzgórze skrywa ruiny rzymskiego teatru. Na jego scenie Romeo i Julia to główni bohaterowie wystawianych w Weronie spektakli. Takie przedstawienie wpisane jest w nasze niedalekie plany. Tymczasem pocieszamy się domowym kinem. Film „Listy do Julii” obejrzeliśmy z przyjemnością, jeszcze raz przypominając sobie romantyczne zakątki Werony uchwycone okiem kamery.
Fotografie: archiwum prywatne autorki.









Bożenko,dziękuję…wróciły wspomnienia,tamte smaki i zapachy,uroda miejsc niezwykłych,z ich magią i sensualizmem.Znowu byłam na dziedzińcu domu Julii i wieszałam karteczkę na drzewku miłości,z moją prośbą i wiarą,że się spełni.Może trudno w to uwierzyć,ale stało się to,co wydawało się niemożliwe i …jest cudnie…
I dzisiaj w dzień zakochanych mogę powiedzieć,że wiara czyni cuda!