Większości z nas słowa „archeologia” i „historia” kojarzą się z nudnawymi lekcjami i ewentualnie jeszcze nudniejszymi wycieczkami szkolnymi, których celem były przykurzone muzealne sale lub odrobina kamieni rozsypanych na jakimś mniej lub bardziej malowniczym pagórku. Oba terminy zyskują jednak zupełnie nowy wymiar, gdy tylko noga nasza postanie na włoskiej ziemi.
Tutaj nawet najmniej interesujące osobistości antycznego świata zaczynają wydawać się postaciami z krwi i kości – prowadzącymi życie nie tak znowu odmienne od naszego.
Co ciekawe, bariera czasu, jaka dzieli nas od antycznych Rzymian, sprawia, że najłatwiej jest nam poznać postaci wybitne – zostawiły one po sobie najwięcej nie tylko spuścizny intelektualnej, ale także zupełnie namacalnych dowodów swojej egzystencji.
Zapraszam Was więc serdecznie na małą wycieczkę w przeszłość – na serię krótkich spotkań z największymi!
Nasze rendez-vous ze starożytnymi zaczniemy od postaci znanej wszystkim doskonale przynajmniej z nazwiska – Gajuszem Juliuszem Cezarem, zwanym przez Włochów Caio Giulio Cesare.
Co o nim pamiętacie?
Tak, był wielkim wodzem i wybitnym generałem; wytrawnym politykiem i wyrafinowanym intelektualistą. Jego dyktatura położyła kres rzymskiej republice, której zwolennicy dla odmiany położyli kres jego życiu w Idy Marcowe 44 roku p.n.e.
Tyle krótkiej noty biograficznej. Dla nas, pokolenia kolorowych tabloidów i MTV, ciekawszy będzie fakt, że był Julek ulubieńcem pań (a także, jak się okazuje, panów – zresztą podobno z wzajemnością); że był mężczyzną zadbanym i pachnącym, ale z kompleksami – bardzo wstydził się swojej łysiny, którą próbował przykryć, zaczesując włosy na czoło; że charakteryzował się niezwykłą tężyzną fizyczną, ale cierpiał na ciężką chorobę – padaczkę, uważaną zresztą wówczas za przypadłość ulubieńców bogów.
I jeszcze mała rozgrzewka wyobraźni – wyczarujcie obraz mężczyzny dojrzałego, o patrycjuszowskich rysach, niewysokiego, o przenikliwym spojrzeniu i ujmującym sposobie bycia. Jednym słowem – prawdziwego Włocha!
Ubierzcie go w togę, dodajcie te nieszczęsne pożyczki nad czołem – i przywitajcie się z nim!
Juliusz pokaże Wam dziś swój Rzym.
Popiersie Juliusza Cezara ze zbiorów Muzeum w Altes Museum w Berlinie
Na Via dei Fori Imperiali Juliusz stoi w majestatycznej pozie zwycięskiego wodza. Możemy obfotografować się z nim do woli. Za naszymi i jego plecami rozciągają się Fora, w tym jego dzieło – Forum Iulium. Wydał na nie Julek kupę kasy – ale kto bogatemu zabroni! – mowa jest bowiem o jakichś 100 milionach sestercji!!! Wyobraźcie sobie majestatyczne budowle, konny posąg naszego bohatera oraz… twarze oburzonych obywateli. Cezarowi uderzyła do głowy woda sodowa! Nie dość, że został dożywotnim dyktatorem, zachowuje się jak król, to jeszcze wzniósł świątynię Wenus Rodzicielki, w której umieścił podobiznę swoją i… swojej kochanki, egipskiej królowej Kleopatry, której nad Tybrem nikt, ale to nikt nie lubi. A zapewne najbardziej Julkowa żona, Kalpurnia.
Popatrzcie w prawo – kolumny świątyni nadal romantycznie jaśnieją w świetle zachodzącego rzymskiego słońca…
Po lewej, jakby ku przestrodze innym pyszałkom – choćby nie wiem, jak uroczym – znajduje się Tempio del Divo Giulio, czyli Świątynia Boskiego Juliusza.
Brzmi wspaniale, jednak kryje… miejsce pochówku prochów naszego dzisiejszego przyjaciela. Łezka zakręci nam się w oku, gdy zobaczymy, że Włosi nadal przynoszą Juliuszowi kwiaty, celebrując pamięć o czasach, gdy dzisiejsza stolica Włoch była stolicą całego świata.
Kolumny Świątyni Wenus Rodzicielki
Śmierć Juliusza to jedno z wydarzeń, które większość z nas omawiała w szkole na lekcji historii. Jak już powiedzieliśmy, miała miejsce w marcu 44 roku p.n.e. – mało kto wie jednak, gdzie. Jak podają źródła, spiskowcy dopadli dyktatora podczas zebrania senatu, jednak racji nie ma ten, kto zaduma się nad przemijaniem w okolicach Forum.
Udajcie się raczej na Largo Argentina (niedaleko stąd do Panteonu i wspaniałych włoskich lodziarni!) i w kierunku Campo de’Fiori – to gdzieś tu wznosił się Teatr Pompejusza, w którym w feralny dla Cezara dzień zebrali się senatorzy.
Tempio del Divo Giulio
Mam wrażenie, że Julek marszczy brwi niezadowolony. Żeby tak od razu rozprawiać o jego końcu…
Przecież zanim zginął, wiódł wspaniałe życie. Miał piękną posiadłość w centrum miasta, tam, gdzie potem rozciągały się Horti Sallustiani (okolice dzisiejszej Via Veneto, tak ukochanej przez filmowe gwiazdy); aby odpocząć od wielkomiejskiego hałasu – i spotkać się z ukochaną Kleopatrą – biegł natomiast do swojej willi po drugiej stronie rzeki, na wzgórzu Janikulum. Posiadłość tę – z której nota bene nic do dzisiejszych czasów nie przetrwało – razem ze wspaniałymi ogrodami zapisał w testamencie ludowi Rzymu. Ach, że też my jesteśmy warszawiakami!
Nasz czas dobiega końca… A tak niewiele udało nam się powiedzieć o wystawnym życiu naszego bohatera, o jego przyjaciołach (i przyjaciółkach!), o jego wrogach…
Wszystko jednak przed nami.
Następnym bowiem razem spotkamy się z kimś dla Cezara bardzo ważnym i bardzo bliskim.
Już dziś zapraszam do lektury!
Zdjęcia: archiwum prywatne autorki.



[...] http://www.oliwazoliwek.pl/aktualnosci/w-rzymie-z-julkiem-cezarem/ [...]
[...] jakiś czas temu w artykule opublikowanym przez portal Oliwa z Oliwek (aby przeczytać, kliknijcie tutaj). Skupiłam się wówczas na ostatnich latach jego życia i związku z moją dobrą znajomą, [...]