Dolina Custozy jest naszą ulubioną trasą, którą najczęściej wybieramy zmierzając do Werony. Wprost przepadam za widokami rozległych przestrzeni łagodnie pofałdowanych, latem zielonych, teraz ubranych w zimową szatę w kolorach od delikatnych beży, poprzez różne odcienie brązów.

Wąska droga wije się między wzgórzami, które co rusz odsłaniają kolejne widokowe niespodzianki. Wzrok bez przeszkód studiuje zabudowania małych, urokliwych miasteczek rysujących się na horyzoncie. Najpierw położona na wzgórzu Santa Lucia z kościółkiem i dzwonnicą, dalej Custoza ze strzelistym obeliskiem w tle. Wzgórza doliny Custozy łagodnieją w obecności groźnych szczytów Alp ośnieżonych o tej porze roku.
Zmrok kładł się już na mury budynków kiedy dotarliśmy do Werony.
Lubię tę krótką część dnia kiedy szarość rozpraszają światła zapalających się latarni miejskich, lampek i dekoracji świątecznych.

O zmierzchu niebo przybiera odcienie różu i fioletów, a malinowe chmury wiszą nisko na niebie, niczym fałdy płótna nad ciemnymi wodami Adygi.
Celem naszej wyprawy było Muzeum Miejskie w Castelvecchio. Szliśmy wzdłuż brzegów rzeki, do której dochodzą mury zamku.

Olbrzymia, najeżona wieżami forteca Castelvecchio i imponujący most robią wrażenie.
Średniowieczny zamek wzniesiony z cegły, stanowi czerwoną plamą w jasnym pejzażu miasta, przez to jest łatwo rozpoznawalny spośród innych obiektów architektury Werony. Most Scaligerich wykończony blankami, z szeroko rozpiętymi arkadami wspartymi na solidnych filarach wieżowych, nic nie stracił ze swojej urody mimo minionych wieków. Do efektownej średniowiecznej scenografii brakuje tylko ukrytych między blankami łuczników wypuszczających strzały i spacerujących z halabardami strażników strzegących fortecy, abyśmy poczuli się żywcem przeniesieni w zamierzchłe czasy. Przechodzimy wzdłuż szpaleru malowniczych, wysokich blanków w kształcie jaskółczego ogona – tu naprawdę można poczuć ducha epoki!
Tymczasem zamiast rycerzy w zbrojach spotykamy na moście spacerowiczów. Głęboka fosa zarośnięta trawą mniej przeraża niż kiedyś. Potężne mury nadal wyglądają groźnie – połączone sześcioma niższymi wieżami i jedną większą, masywniejszą. Na teren zamku prowadzi nas most przerzucony przez fosę i brama. Na rozległym dziedzińcu zamkowym odnajdujemy wejście do Muzeum Miejskiego.
To pierwsza nasza wizyta w Museo Civico – kiedyś przecież trzeba poznać kolekcję dzieł sztuki, które skrywają pomieszczenia zamku!
Prawie trzy godziny krążymy w labiryncie sal przemierzając schowane między murami dziedzińce. Zwiedzamy sale rzeźby romańskiej artystów z Werony, sale ze zbiorami biżuterii, wyrobami ze złota, z brązu i ze szkła z okresu średniowiecza, sale z kolekcją broni.
Po obejrzeniu starych dzwonów i fresków przechodzimy do sal z bogatą kolekcją malarstwa sakralnego i wielką kolekcją obrazów przedstawiających Madonny. Wiele z nich zapamiętałam dzięki charakterystycznym, towarzyszącym Madonnom elementom, jest tu np. : Matka Boska od Róż, Matka Boska ze szczygłem, Matka Boska z przepiórką. Było też wiele obrazów przedstawiających Madonny karmiące, świętą rodzinę, sceny ukrzyżowania Jezusa. Podobał mi się obraz Veronese „Złożenie do grobu”. Zachwyciło malarskie przedstawienie chmur, które w dużej części zalewają obraz – ich kolorystyka! Budzące niepokój chmury – zdają się płynąć i wypychać postaci poza ramy obrazu. Ich dynamizm, potęguje dramaturgię przedstawionej sceny.
Zupełnie inaczej oglądało mi się „Boże Narodzenie” Tintoretta, z którego płynęła fala kojącego spokoju i radosnej szczęśliwości – aż przysiadłam na kozetce, żeby móc wchłonąć wszystkie pozytywne wibracje płynące z obrazu. Było jeszcze wiele innych płócien wielkich artystów pędzla, które zachwycały i zadziwiały. Po godzinach spędzonych w salach muzeum i obcowaniu z dziełami sztuki malarskiej chętnie zaczerpnęliśmy świeżego powietrza i w ciemnościach spacerowaliśmy po murach obronnych.
Miasto nocą zachwycało iluminacją tysiąca roziskrzonych świateł nanizanych niczym sznury korali po obu stronach granatowej wstęgi rzeki.

Na murach zamku, oświetlony białym światłem, zwraca uwagę pełen ekspresji konny monument Cangrande Il Scaligera, arcydzieło nieznanego artysty. Ten znany z okrucieństwa książę Werony, usadowiony na wierzchowcu zdobnym w turniejową zbroję, ciągle jeszcze z wysokości zdaje się mieć baczenie na mieszkańców Werony. Wielka to była uczta dla ducha ten wielogodzinny maraton przez epoki, smakowanie dzieł artystów mniej i bardziej znanych.

To była ogromna przyjemność móc samodzielnie odkrywać obrazy, bez kierowania się sugestiami czy ogólnie przyjętymi ocenami.
W Museo Civico nakarmiliśmy nasze dusze, a na puste żołądki i burczenie w brzuchu najlepsza była dla nas pizza. W Pizzeria Vesuvio nieopodal castello serwują pizza con forno a legno! Taka pieczona na węglu drzewnym jest najlepsza! Mniam!!!
Fotografie: archiwum prywatne autorki.



Wielbicielom Włoch polecam nietuzinkowy blog Pani Bożeny!
http://mojewloskieimpresje.blogspot.com/