Ta książka to idealny wybór dla wszystkich, którzy lubią w dalekich stronach odnajdywać polskie ślady. Ale to także świetna lektura dla osób planujących podróż do Rzymu, a nawet dla wędrowców w wyobraźni. Opowieści Adama Broża stanowią bowiem pełną wdzięku alternatywę dla bezosobowych i szybkich przewodników po Wiecznym Mieście.
Rzym zawsze był ważny dla Polaków. Tu w stronę centrum Kościoła podróżowali duchowni, tu bywali artyści, inteligenci i arystokraci, szukając natchnienia, wiedzy lub rozrywki.
Polskie ślady są w Rzymie wszechobecne, choć nie wszystkie są tak znane, jak choćby słynna Caffe Greco w pobliżu Schodów Hiszpańskich, w której bywali swego czasu i Mickiewicz, i Sienkiewicz. Powodem niewiedzy w tym zakresie jest najczęściej to, iż nasza wiedza na temat Rzymu pochodzi głównie z przewodników, najczęściej anglojęzycznych i dość mechanicznie tłumaczonych na język polski, w rzadkich przypadkach jedynie lekko dostosowanych do polskich realiów (na przykład adresy polskich placówek państwowych czy kulturalnych). Nie dziwi zatem, że polski turysta w Rzymie więcej wie o wizycie w nim Byrona niż Słowackiego.
Adam Broż wypełnia tę dotkliwą lukę, wpisując w historię Rzymu polskie nazwiska, odnajdując na rzymskich brukach polskie ślady. A przy tym wszystkim jest to wciąż przewodnik, który opisuje najsłynniejsze zabytki Wiecznego Miasta, wspomina o budowniczych kościołów i twórcach malarskich arcydzieł zdobiących świątynne wnętrza. Zatrzymuje się przy wszystkich istotniejszych zabytkach włoskiej stolicy, można z nim krążyć po mieście bez obaw, że ominie coś nader istotnego.
Nie ma tu tak popularnych w innych przewodnikach mapek, tras turystycznych i miejsc, w których warto się zatrzymać na lunch. Są za to osobiste wspomnienia, barwne portrety osób, które splatają ze sobą polską i włoską historię, drobiazgi przypominające o polskiej nieustępliwości i ciekawości świata. Są tu też informacje, których ze świecą szukać w innych przewodnikach, nawet tych, których wydawcy starają się wprowadzać polskie akcenty. Mało kto wie, że przepiękne drzwi kościoła Santa Maria degli Agneli e dei Martiri, znajdującego się w pobliżu głównego rzymskiego dworca Termini, są zasługą Igora Mitoraja. Nie sposób ich nie zauważyć, a trzeba takiej książki, by poznać artystę, któremu swą urodę zawdzięczają.
Przykłady można mnożyć. I warto je mieć w pamięci, gdy zdecydujemy się wyruszyć do Rzymu, bo nawet jeśli jedziemy tam, by podziwiać Caravaggia i Berniniego, to świadomość polskiej obecności w tym mieście pomaga lepiej rozumieć punkty wspólne naszych historii.



Najnowsze komentarze