Ostatnie dni karnawału, niczym konfetti obsypują Włochów propozycjami zabaw, bali, maskarad i ulicznych parad nasiąkniętych miejscowymi zwyczajami i tradycjami. Jest w czym wybierać wśród tych różnorodnych rozrywek karnawałowych.

Tradycyjnie, jak co roku, Wielka Parada Wozów Karnawałowych w Weronie przypada na ostatni piątek przed Wielkim Postem. Zwyczaj ten nawiązuje do rzymskich bachanalii i późniejszej tradycji polegającej na całonocnej zabawie pod gołym niebem, poprzedzonej przejazdem ukwieconych wozów.

Impreza wpisana jest na stałe do kalendarza i przyciąga dorosłych oraz dzieci. Poddaliśmy się karnawałowym nastrojom i przyłączyliśmy do beztroskiej festy w Weronie. W dniu parady długi korowód kolorowych wozów, jak serpentyna oplata miasto.
Usytuowaliśmy się na Piazza Bra w pobliżu Areny skąd dobrze mogliśmy śledzić przebieg przesuwającego się pochodu przebierańców. Najpierw przemaszerowały postacie w historycznych strojach. Przewodniczył Papa del Gnocco, czyli Kluskowy Papież, który według zwyczaju tego dnia częstuje wszystkich kluskami przypominającymi nasze kopytka.
Potem były pary królewskie w koronach i bogatych szatach, rycerze i damy dworu, giermkowie i paziowie, dostojnicy królewscy w żabotach, książęta w kapeluszach z pióropuszami.

Dostojny pochód postaci z różnych epok przerwał występ cheerleaderek. Taniec młodych dziewcząt energicznie potrząsających pomponami w rytm głośnej muzyki, ożywił męską część publiczności, podobnie jak popisowe układy choreograficzne tamburmajorek umiejętnie żonglujących batutami.

Dzieci ucieszył głośny przemarsz orkiestr dętych z grupą werblistów na czele. Podziw nie tylko najmłodszej widowni wzbudziły popisy w rzucaniu buławami przez tamburmajorów. Kije wyskakiwały wysoko w powietrze kreśląc przedziwne ewolucje.

Barwnie przedstawiały się grupy etniczne w rodzimych strojach ludowych z różnych stron świata.

W uliczną przebierankę zabawiła się grupa mężczyzn naśladujących gospodynie domowe, z przesadnie podkreślonymi kobiecymi kształtami, mocnym makijażem i w perukach.

Najbardziej zaciekawił przejazd kolorowych wozów z przebierańcami, tancerzami i aktorami. Według tradycji każda dzielnica w mieście przygotowuje własny wehikuł. Kolejne platformy zadziwiały pomysłowością, kolorystyką i gigantycznych rozmiarów konstrukcjami.

Wśród monstrualnych kukieł, rozpoznaliśmy karykaturalne podobizny postaci z pierwszych stron gazet – celebrytów, gwiazdy filmu i osobistości życia publicznego.
Trudno uwierzyć, że olbrzymie kukły wykonano z papieru – tzw. cartapesta czyli makulatury. Nakładem pracy wielu ludzi, tony makulatury zamieniane są w twórcze projekty, nad którymi cały rok pracują dziś zawodowcy – zwani carristi. Kawałki papieru klei się warstwami na przygotowanych wcześniej szkieletach czy stelażach.

Ciekawe zwyczaje karnawałowe mają Włosi! Możemy im tylko pozazdrościć barwnych korowodów, parad i tańców. Polskie srogie zimy nie pozwalają na takie karnawałowe szaleństwa pod gołym niebem, ale niech nam zazdroszczą Włosi kuligów z pochodniami, muzyką i saniami zaprzężonymi w konie. Co kraj to obyczaj!
Fotografie: archiwum prywatne autorki.



Witaj Bożenko,
jeden z bohaterów”Romea i Julii” oznajmia w II akcie sztuki,że”nie masz świata poza murami Werony”.
I coś w tym jest.Werona to miejsce super energetyzujące,zachwycające feerią barw i zapachów,niebywale klimatyczne,działające na wyobraźnię,sprzyjające marzeniom,wyzwalające pokłady uczuć i emocji…
Dzięki za inspirujący przekaz!