A jak wygląda Wielkanoc w praktyce?
Myślę, że nadszedł właściwy czas na przesłuchanie świadków.
Zaczyna się całkiem znajomo – w Niedzielę Palmową wszyscy wybierają się do kościoła z palmami, prawdziwymi gałązkami palmowymi lub oliwnymi. No tak, tutaj to nie sztuka, wystarczy skoczyć do ogródka i nie trzeba demolować ogrodu botanicznego czy palmy z gabinetu prezesa. Pięknie, sama chętnie się z taką palmą wybiorę na mszę.
Zachęcona jak najbardziej polsko brzmiącym początkiem rzucam: czyli w Wielką Sobotę koszyczki w dłoń i na święcenie?
Cisza, zdziwione spojrzenia, złośliwiec Umberto podnosi brew i z szerokim uśmiechem pyta: czy też zakładam czerwony kapturek jak się wybieram z koszyczkiem pełnym wiktuałów przez las do kościółka…
Czyli odpowiedź brzmi nie, Włosi pisanek nie święcą, owszem kolorują je z dziećmi, tak jak Elisa, która z córkami przygotowuje wielkanocne dekoracje w koszyczkach.
Oczywiście, skoro nie święcą jajek to też nie dzielą się na początku śniadania wielkanocnego jajeczkiem, za to życzenia, czyli Auguri, składają sobie wszyscy.
Natomiast dzieci dostają w prezencie ogromne jajka z niespodzianką w środku, zapakowane w kolorową szeleszczącą folię. Takie jajka występują we wszystkich możliwych rozmiarach, kolorach, smakach oraz tematycznych opakowaniach – dla dziewczynek i dla chłopców, z Barbie, robotami, szczeniaczkami, piłkarzami, w barwach Juventusu i Milanu, złoto eleganckie, z wyrafinowanymi kokardami, kiczowatymi ozdóbkami, jednym słowem: niezłe jaja!
Dodam jeszcze, że takie jajo rozbija się zdecydowanym uderzeniem pięści, żeby dostać się do niespodzianki, którą może być maskotka, breloczek a nawet naszyjnik.
Duże firmy, jak na przykład Whirlpool, rozprowadzają wśród pracowników czekoladowe jajka. Dochód ze sprzedaży zostanie przekazany na cele charytatywne, w tym konkretnym przypadku na walkę z białaczką.
W cukierniach i barach organizowane są loterie, w których można wygrać ogromne czekoladowe jajo, czy jak w naszym miasteczku czekoladową kurę i powiem wam szczerze, że z jednej strony marzę, żeby ją wygrać, a z drugiej mam obawy, bo kura jest rozmiarów Wielkiego Ptaka z ulicy Sezamkowej.
Aż boję się zapytać o lany poniedziałek.
Szybko odkrywam, że wodą polewają się 15 sierpnia, czyli w Ferragosto, tradycyjnie uznawany za najcieplejszy dzień w roku. Natomiast w drugi dzień Wielkanocy, zwany Pasquetta, wybierają się z rodziną lub przyjaciółmi na tradycyjne pikniki nie ryzykując zlania wodą przez gromadę dzielnicowych wesołków uzbrojonych w wiadra lodowatej wody.
Na moje pytania o tradycje wielkanocne pada jedna odpowiedź: Natale con i tuoi, Pasqua con chi vuoi, co oznacza: Boże Narodzenie z rodziną, natomiast Wielkanoc z kim chcesz, ja dodałabym jeszcze gdzie chcesz i jak chcesz.
Sergio z rodziną, jak co roku, wybiera się na tradycyjne wielkanocne narty. Aldo z narzeczoną i córką spędzą Wielkanoc, jak co roku na łódce. Raffa, singielka w SPA z przyjaciółkami, Alessandro wybiera się z przyjaciółmi na wycieczkę na motorach, a Fabio z rodziną obejrzą Ostatnią Wieczerzę Leonarda da Vinci, na którą bilety zarezerwowali tygodnie temu.
Przyznam, że pomysł zobaczenia Ostatniej Wieczerzy w duchu wielkanocnym a nie Kodu Da Vinci, czy Całunu Turyńskiego, uważam za bardzo trafiony i jeżeli w przyszłym roku zdecyduję się urządzić Wielkanoc we Włoszech to na pewno zabiorę moją rodzinę do Mediolanu i Turynu!
Niezapomniana musi być też Wielkanoc spędzona w Rzymie, na którą wybierają się nasi znajomi: Droga Krzyżowa z udziałem Papieża w Koloseum i msza na Placu Świętego Piotra, a na dokładkę Wieczne Miasto z jego fontannami i muzeami. Mariolina, nauczycielka włoskiego i tłumaczka, z radością przyznaje, że jej córka wyjeżdża nad morze do koleżanki wiec ona, w końcu zwolniona z domowych obowiązków, odpocznie w sobie ciszy i spokoju przegryzając Colombę.
A moi przesłuchiwani koledzy z uśmiechem, zgodnym chórem przyznają: wiesz, tutaj to raczej nie ma takich tradycji, mamy tradycyjny brak tradycji. Wyjeżdża się na urlop, a ci co zostają w niedzielę jedzą odświętny obiad, a w poniedziałek organizują z rodziną i przyjaciółmi tradycyjny piknik.
Często świąteczny obiad je się w restauracji, bo zapracowane mamy i panie domu w jednym nie maja czasu na wielkanocne kuchenne maratony.
Zaczynam dociekać: tutaj, czyli na Północy?
Czy wasi rodzice też, zgodnie z owsiakowym „róbta co chceta” made in italy, zamiast pucować dom od tygodnia, pastować podłogi, myć okna, wyrabiać baby, ucierać serniki, siekać sałatki, po prostu wsiadali w samochód czy samolot i jechali na wiosenny urlop?
Franco, z pochodzenia Sycylijczyk, tłumaczy mi, że ta nowa, świecka tradycja zrodziła się kilkadziesiąt lat temu, kiedy Włosi masowo opuszczali Południe i ruszali za pracą na Północ, w kierunku cholewy włoskiego buta, żeby na Wielkanoc wracać do domów, gdzie czekała na nich Wielkanoc domowa, do której przygotowania zaczynają się już tydzień przed.
Teraz nie tylko wracają do rodzinnych domów, po prostu planują wiosenny wypoczynek.
Okazuje się, że Wielkanoc rośnie niczym długi weekend, urlopy pobrane i walizki spakowane.
Zaczynam ich powoli rozumieć, matka natura nie poskąpiła Włochom antastycznego klimatu Italii i pięknych miejsc, które kuszą: podczas gdy na Sycylii pierwsi śmiałkowie już kąpią się i plażują na północy, w Alpach amatorzy białego szaleństwa jeszcze szusują na stokach.
Tonący brzytwy się chwyta, ja w poszukiwaniu wielkanocnych tradycji chwytam się jedzenia. W kraju, w którym samo jedzenie jest tradycją nie można się obyć bez sztandarowych, wielkanocnych dań.
O ile każdy region ma swoje tradycje, to Colomba oraz jagnię lub koźlę są podstawowymi, obecnymi na stołach w całej Italii potrawami wielkanocnymi. Choć obrońcy praw zwierząt protestują i tapetują miasta plakatami nawołującymi do darowania im życia i zaprzestania rzezi niewiniątek, to jednak Włosi nie wyobrażają sobie niedzielnego, wielkanocnego obiadu, bez pieczonego koźlątka lub jagniątka z ziemniakami w rozmarynie. Moje próby odwołania się do sumienia moich kolegów mięsożerców są kwitowane, krótkim: nie wiesz co tracisz, jagnięcia jest taka pyszna!
Powiem więcej, przez tą tradycję prawie rozstałam się z moją połówką – drań przemycił do mojej wegetariańskiej lodówki jedno z tych biedactw w celu podarowania go rodzinie… Nie odzywam się, zakneblowałam się słusznym kawałkiem Colomby, którą uwielbiam i piszę mój artykuł, a on żeby mnie przebłagać opowiada o tym, co jeszcze jego mama, pochodząca z pod Neapolu przygotowywała na Wielkanocny stół.
W menu Mamy mamy: Minestra di Pasqua czyli zupa warzywna na bazie białego wina z dodatkiem kilku gatunków mięs, salami neapolitańskiego oraz innych kiełbas, a także czosnku i majeranku.
Torta pasqualina to nie słodki tort lecz ciasto francuskie faszerowane karczochami, serem ricotta, jajkami na twardo oraz parmezanem, które oczywiście było jedzone na pikniku. Zgodnie z tradycją, ciasta powinny być 33 warstwy, czyli iście Chrystusowa liczba.
Karczochy faszerowane nadzieniem na bazie świeżej pietruszki z posiekanym czosnkiem, kawałeczkami parmezanu oraz odrobiną pokruszonego chleba, brzmi smakowicie.
A na koniec istna poezja czyli Pastiera Napoletana, ciasto na bazie sera ricotta z dodatkiem gotowanych ziaren zbóż, cynamonu oraz aromatu pomarańczowego.
Na pewno, niezależnie od regionu, w każdym włoskim domu zagości Colomba, czyli gołębica. Na szczęście jest tylko puszystym, przepysznym ciastem w kształcie gołębicy i ze spokojnym sumieniem i przyjemnością pożeram ją bez umiaru. Pochodzi z Pawii, która przed Wielkanocą przechodzi najazd turystów, którzy poszukują tej najprawdziwszej, oryginalnej Colomby, klasycznej, pełnej skórki pomarańczowej, posypanej kawałeczkami chrupiącego lukru oraz migdałami.
Obecnie Colomba występuje w najróżniejszych smakach: czekoladowa, cytrynowa z kremem limoncello, czekoladowo-pomarańczowa, zwykła bez dodatków, ech, United Colours of Benetton, znaczy Colomba.
Oczywiście Colombę kupuje się w sklepach lub cukierniach, nie jest to ciasto pieczone w domu i tylko nieliczni cukiernicy pamiętają jeszcze o włożeniu tradycyjnego, przynoszącego szczęście znalazcy, ziarna bobu do środka.
I muszę przyznać, że to właśnie Colomba jest „tradycją”, która przyjęła się aż za dobrze w moim rodzinnym domu, co oznacza, że moja słoniowych rozmiarów walizka jest wypełniona w 70% Colombami.
Jaka jest włoska Wielkanoc?
Po prostu ciut inna niż nasza polska. To chwila wytchnienia dla zapracowanych i zabieganych mieszkańców Italii, którzy w pełni korzystają z walorów, jakie daje im ten kraj.
I przyznam, że kiełkuje mi w głowie myśl, aby za rok, zaprosić moją rodzinę do Włoch na prawdziwą Pasqua.
Zobaczyć razem Ostatnią Wieczerzę, Całun Turyński i moją Mamę, zrelaksowaną, z filiżanką jak najbardziej wielkanocnego cappuccino w dłoni, na pikniku, a nie zapracowaną w kuchni w otoczeniu bab, makowców, serników, żurków i podbierających wszystko niczym wielkanocne sępy członków rodziny z psem na czele.




Najnowsze komentarze