Bar we Włoszech to nie jest zwykły lokal gastronomiczny, to instytucja!
Szczególnie te małe, trochę zaniedbane bary pod blokiem mieszkalnym, gdzie od lat spotykają się ci sami ludzie, którzy wiedzą o sobie wszystko i wpadają tam prawie codziennie, aby przejrzeć lokalną gazetę, przywitać znajomych i zamienić przysłowiowe „dwa słowa” (scambiare quattro chiacchiere).
Każdy Włoch ma swój ulubiony bar, taki codzienny przystanek, gdzie już na progu witają go odpowiednim tytułem: Buon giorno, dottore! (dzień dobry panie doktorze); Salve, ingegnere, come andiamo? (witam, panie inżynierze, jak leci?); Avvocato!Tutto bene? Saluti alla signora! (Pan mecenas! Wszystko w porządku? Pozdrowienia dla małżonki!), itp.
Jeszcze niedawno prawie wszyscy mężczyźni przesiadywali w barach godzinami, teraz to już domena tylko emerytów, ale nikt nie odmówi szybkiego espresso w przerwie pracy, po obiedzie, czy po długim żmudnym dniu.
Vieni a prendere un caffè? (idziesz na kawę?) to właściwie rodzaj wymówki, żeby wpaść do baru i pogadać o tym i owym – parlare del più e del meno.
Tematów w barze nigdy nie brakuje, szczególnie gdy po latach stwarza się pewna atmosfera zażyłości (una certa confidenza). Mężczyźni, wiadomo, rozmawiają o polityce, sporcie, samochodach…
Schemat jest bardzo prosty – jeden z klientów zaczyna narzekać na polityków, na rząd, na opozycję, na policję, na podatki, na trenera drużyny piłkarskiej, np. Io mi chiedo come si può andare avanti così (a ja się pytam, jak długo można tak ciągnąć?); Io vorrei sapere come ragiona certa gente (chciałbym wiedzieć jak niektórzy ludzie rozumują?).
Na ogół głównym obiektem krytyki są i soliti (ci co zwykle); lei sa bene di chi parlo (pan wie, o kim mówię); i raccomandati (protegowani); certa gente che non va mai in galera (niektórzy ludzie, co nigdy nie idą za kratki).
Inni klienci baru też chętnie przytakują i dodają swoje trzy grosze ah, andiamo bene (no, ładnie!); e chi paga? (i kto za to płaci?); tanto hanno ragione sempre loro (i tak oni mają zawsze rację); quelli non fanno niente tutto il giorno (tacy to nic nie robią cały dzień); quelli non pagano mai le tasse (tacy to nie płacą nigdy podatków); quelli fanno la vita facile (tacy to mają łatwe życie).

fot. flickr.com (orangejack); powyżej: flickr.com(your_teacher); poniżej: flickr.com(agedsenator)
Wreszcie gdy dyskusja staje się coraz bardziej ogólna, np. perché in Italia ci vuole il doppio di tempo per fare tutto! (bo we Włoszech potrzeba dwa razy więcej czasu, żeby wszystko zrobić!) zawsze się znajdzie ktoś, kto podsunie zaskakująco proste, chociaż może nieco drastyczne, rozwiązanie na wszystkie problemy: una bella ruspa che tira giù tutto (jakaś dobra koparka co zgarnie do dołu wszystko) albo: un bel plotone di esecuzione, sotto uno, avanti un altro, e facciamo pulizia (jakiś pluton egzekucyjny, na przodzie jeden, zaraz następny, i zrobimy porządek…), czy: una bella bomba, e tanti saluti (jedna ładna bomba i do widzenia).
Chociaż dzięki ostatnim zmianom na światowym rynku finansowym pojawił się zaskakująco nowy, ba! nowoczesny temat barowych konwersacji: widmo włoskiej gospodarki: lo spread, czyli angielski termin określający różnicę między zyskiem obligacji o wysokim ryzyku a zyskiem obligacji bez ryzyka.
Tymczasem poranna kawa w barze supermarketu lub na rogu szkoły to przystań matek i pań domu (mamme-casalinghe), które właśnie odprowadziły dzieci do szkoły.
Włoszki nie czują potrzeby rozmowy o polityce, kryzysie, obligacjach, czy podatkach. Ważniejsze są te przyziemne sprawy i zmartwienia (i problemi quotidiani). Rozmawiają więc o dzieciach, mężach, nauczycielach w szkole, o braku czasu, pracy i pieniędzy. Przyjaciółki w barze plotkują niczym mężczyźni w przebieralni po meczu. Można dowiedzieć się o miłosnych historiach z dzielnicy i okolic, ale i w którym sklepie są właśnie zniżki (saldi/sconti/offerte), a na koniec zadać najważniejsze pytanie dnia: che cosa prepari oggi a pranzo? (co gotujesz dzisiaj na obiad?).
Część cytatów pochodzi z książki Stefano Benni, Bar Sport Duemila, Feltrinelli, 1999.



Najnowsze komentarze