Wielodzietna i wielopokoleniowa, zamieszkująca pod jednym dachem, przesiadująca godzinami przy stole, zajadająca gorące spaghetti wrzucane na talerze przez mammy, krzycząca, kłócąca się, gestykulująca. To typowe zdjęcie, które w wyobraźni robimy włoskiej rodzinie.
Aby jednak przyjrzeć się dokładnie famiglia all’italiana, znów musimy sięgnąć po podział na północ i południe. Na Sycylii czy w Neapolu faktycznie urządza się huczne wesela, często wiele pokoleń żyje pod jednym dachem, rozwód jest rzadkością, a religia ma władzę nad społeczeństwem. Młodym w takim układzie żyje się wygodniej, a starsi czują się potrzebni.
Jednak począwszy od Rzymu na północ sprawa ma się nieco inaczej. Ludzie wcześniej zaczynają mieszkać sami, częściej się też rozwodzą, i nie jest to najczęściej, jak na południu, zniewaga dla rodziny. Choć i we Florencji czy w Wenecji znany jest przypadek tak zwanych mammoni, którzy w wieku nawet 40 lat zamieszkują nadal z mamusiami, czy to ze względów ekonomicznych czy zwyczajnie, dla wygody. Coś co dla innych krajów europejskich (oprócz Hiszpanii), byłoby nie do pomyślenia, dla Włochów bywa normą. Nadal głównym powodem, dla którego Włosi decydują się na opuszczenie domu jest małżeństwo.

fot. flickr.com (laportasenzaporta)
O tak, mamma do dziś jest istotną postacią w życiu każdego figliolo, czyli synusia.
Mój znajomy – Giuseppe, lat 36, nadal mieszka z rodzicami. Ceni sobie ranne śniadania i obiady gotowane na zamówienie. Mama zbierze rzucone na podłogę brudne ubrania, upierze je, wyprasuje, a jeśli przy okazji chłopak może przyprowadzać do domu kogo zechce, to: che senso in affittare – mówi. Po co ma wynajmować mieszkanie.
Prawda, w sensie finansowym, nie ma w tym logiki. Badania pokazują, że aż 40 % młodego pokolenia mieszka z rodzicami do 34. roku życia.
Ale są wśród młodych też ci, którzy sprzeciwiają się zastanym kulturowym regułom, rzadziej się pobierają, mają coraz mniej dzieci*, zaczynają życie w nowej strukturze: convivenza – naszym narodowym uroczym określeniem byłoby „na kocią łapę”. Kończy się tak – śmieje się Giuseppe – że w niedzielę i tak biegną na obiad do mamy. Wielu mężczyzn jednak – dodaje już poważniej – poprzez niemożność odcięcia pępowiny często rujnuje swoje relacje z partnerką. Bo kobiety włoskie, charakterne a i coraz bardziej wyemancypowane, potrafią powiedzieć, czego oczekują od partnera.
Czy rodzina zatem to faktycznie odtwarzalny zakorzeniony mit czy może nadal filar włoskiego społeczeństwa?
for. flickr.com (fazen)
Włosi żyją dłużej, a kraj się starzeje.
Czy jest jakiś pożytek z mammoni? Otóż jak się okazuje, tak! Ponieważ dzieci później się wyprowadzają, przeniesiony w czasie jest też tak zwany syndrom pustego gniazda. Włoscy rodzice zaczynają „drugą młodość” po 60-ce, a nie 10 lat wcześniej, jak np. w Polsce. Zaczynają aktywne życie, dużo podróżują, a to wszystko z pożytkiem dla gospodarki. Po prostu później się starzeją. Ale jest też i druga strona medalu. W konsekwencji, mały przyrost naturalny i dłuższa średnia życia sprawiają, że Włochy jako państwo starzeją się najszybciej ze wszystkich w Europie i na świecie! Ten smutny fakt, oznacza też, że w polityce czy w mediach nie ma miejsca dla młodych.
Nie wspominając o rodzinie mafijnej, gdzie najlepiej widać duże przywiązanie do wartości familijnych, rodzina to ważne miejsce w życiu Włocha, to wręcz – nie bójmy się tego słowa – instytucja.
* W 2004 roku, we Włoszech, kobiety rodziły pierwsze dziecko w średnim wieku 30,8 lat, w Europie wskaźnik ten oscyluje między 26,7 a 30. Informacje zaczerpnęłam z „Jak żyć po włosku” Annalisy Cappolaro-Nowell



Najnowsze komentarze