Sezon turystyczny w Rzymie trwa przez cały rok, w każdym miesiącu turystów jest dużo, ale od wiosny zdecydowanie ich przybywa i rozpoczyna się prawdziwy najazd.
fot. flickr.com (Ed Yourdon)
Można poznać ich po aparatach fotograficznych w dłoniach, po mapach, po zagubieniu widocznym na twarzach, po tym, że się nigdzie nie spieszą i podążają całymi grupami nawet po ulicach. Chodniki? Są, ale wąskie, jedynie dla powiedzmy dwóch osób, więc ja sama śpiesząc się do pracy muszę wymijać wszystkich idąc po prostu ulicą.
Na szczęście większość centrum historycznego Rzymu jest zamknięte dla samochodów. Uprzywilejowane są tylko taksówki, samochody dostawcze do sklepów i restauracji oraz samochody tych, którzy pracują w danym miejscu i mają oczywiście specjalną przepustkę. Jest otwarte również dla wszelkich skuterów i motorów. Władze miejskie podjęły decyzję ograniczenia ruchu kołowego z powodu smogu, który od wielu lat niszczy wiekowe zabytki. Spaliny samochodowe przyśpieszają proces degradacji, więc np. małe busy kursujące w centrum są tylko na prąd.
Ta wieczna fala turystów tutaj nigdy nie spotyka się z wrogością lub obojętnością. Tutaj każdy przyjezdny może liczyć na wesołe ‘Ciao!’ czy nawet na zaproszenie na kawę lub piwo. Zaczepki na ulicy, które widzieliśmy w wielu filmach – to prawda, sama nie raz tego doświadczyłam.
Unikanie turystów to niewybaczalny grzech, a poza tym Włosi są sami w sobie weseli, otwarci i serdeczni. Nie odmawiają pomocy, chętnie wskazują drogę i opowiadają o swoim mieście. Ich żywiołem jest rozmowa, więc nie raz trzeba z uśmiechem już grzecznie podziękować, bo inaczej nie starczy czasu na zwiedzanie.
fot. flickr. com (Ed Yourdon)
Turystyka to dla Włochów ogromny interes. Dochody z turystyki sięgają około 3% produktu światowego brutto, a wiele rodzin z pokolenia na pokolenie żyje z obsługi przyjezdnych (hoteliki, restauracje, przewodnicy, sklepy z pamiątkami itd.).
Interes niestety nie zawsze legalny, bo słyszy się często o tym, że wielu przewodników w Wiecznym Mieście to po prostu oszuści, nie mający specjalnej licencji. Oprowadzają oni turystów po miejscach, które są dostępne za darmo i pobierają za to opłaty, a niestety wielu przyjezdnym można wmówić, że wejście do Bazyliki św. Piotra jest płatne. Nielegalni przewodnicy chcą od niedoinformowanych cudzoziemców nawet ponad 50 euro od osoby.
Włosi przyzwyczaili się już do niedogodności związanych z wzmożonym ruchem turystycznym. Gigantyczne korki na ulicach, przeciskanie się między grupami wycieczek, brak wolnych miejsc w restauracjach i kawiarniach – to norma codzienna. Rzadko komu puszczają nerwy, gdy słyszy po raz dziesiąty pytanie: „Jak dojść do Koloseum?” Większość zachowuje spokój i lekkim pobłażaniem patrzy na turystów biegających z obłędem w oczach od zabytku do zabytku…




Najnowsze komentarze