Religijne oraz państwowe, wojskowe oraz polityczne – oficjalne święta – wypełniały ściśle kalendarz weneckich wydarzeń: dekorowano gmachy publiczne, przystrajano pałace i łodzie, a wszyscy uczestniczyli we wspaniałych ceremoniach, które uświetniał swą obecnością doża. Obchody Świąt Wielkanocnych i Bożego Ciała wiązały się z kroczącymi przez miasto kolorowymi orszakami, ale także wydarzenia z życia miasta i jego mieszkańców przyczyniały się do powstania nowych okazji do świętowania.
Wenecję jako miasto portowe odwiedzały tłumy kupców i przyjezdnych, a i sami Wenecjanie także nie próżnowali – pełno ich było we wszystkich portach ówczesnego świata. Bogaciło się miasto, bogaciły się możne rody, piękniała Wenecja, zatrudniała wspaniałych artystów. Co jakiś czas jednak cieniem na życie Serenissimy kładły się epidemie. Przynoszone przez marynarzy, przywożone na statkach hamowały rozwój Wenecji, tym bardziej jednak dumne i silne miasto podnosiło się po każdej z nich.
fot. flickr.com (anasucena)
We wrześniu 1576 roku Wenecjanie postanowili wznieść świątynię Odkupicielowi (Il Redentore) pod warunkiem, że miasto zostanie uwolnione od dżumy. Serenissima straciła już czwartą część swoich mieszkańców, ale mimo to wybrano miejsce (doskonale widoczny z każdego zakątka Zatoki św. Marka północny brzeg wyspy Giudecca) oraz architekta (pozostający pod wpływem architektury rzymskiej, zachowujący zasady klasycystyczne i mistrzowsko operujący formą Andrea Palladio).
fot. flickr.com (Fotomoe)
Prace rozpoczęto w 1577. Przerwała je śmierć Palladia (1580), ale budowę kontynuował Antonio da Ponte. Po 15 latach kościół był ukończony: ponoć zainspirowane rzymskim Panteonem dzieło przewyższa nawet San Giorgio, a frontonem ze schodami przypomina wspaniałe letnie rezydencje Palladia.
Ta oszczędna w formie i dostojna świątynia staje się co roku (w trzecią niedzielę lipca) celem uroczystej procesji. To romantyczne święto zapoczątkował doża Alvise Mocenigo i dziś, tak jak kiedyś, Wenecjanie podążają do kościoła, niosąc świece i odmawiając różaniec. A tymczasowy most wybudowany specjalnie na tę okazję ponad kanałem Giudecca umożliwia wszystkim dojście do świątyni.
Druga tradycja – kultywowana także od XVI wieku – dotyczy wigilii święta Il Redentore. 17 lipca 2010 około godziny 19 wszyscy chętni (tak wenecjanie, jak i turyści) zgromadzili się na wszelkiego rodzaju barkach, jachtach i łodziach wzdłuż nabrzeża wyspy Giudecca. Łodzi jest tyle, że bez problemu jedna osoba zapaliwszy świece może podać zapałki drugiej osobie na łodzi obok. Na mniejszych łodziach umieszczone na burtach deski doskonale imitują stoliki na aperitivi. Najpierw kolacja: przy wtórze dziecięcych pisków i krzyków, rozmów i przekomarzań dorosłych towarzystwo zajada się homarami, pieczonymi kaczkami i mandarynkami, fasolką i smażonymi sardynkami obowiązkowo popijając prosecco.
fot. flickr.com (renagrisa)
Brak pieczonej kaczki i własnego jachtu nie jest przeszkodą. Wystarczy ochota, by potańczyć i posłuchać muzyki: na nabrzeżu gromadzą się tłumy ludzi z różnymi wiktuałami. Pełgające płomyki świec, bardziej lub mniej wykwintne dania, tańce, śpiewy i rozmowy umilają oczekiwanie. Punktem kulminacyjnym wieczoru jest pokaz ogni sztucznych (około godziny 23:30) rozświetlający całą Zatokę św. Marka i pozwalający budynkom przeglądać się w lustrze wód laguny.
fot. flickr.com (mr.nightshade)
I jak tu spać w taką noc!? Po prostu nie można! I dlatego zabawa trwa dalej – łodzie i barki zaraz po pokazie fajerwerków rozpływają się we mgle spowijającej lagunę i słychać już tylko plusk wody uderzającej o nabrzeże. Wszyscy jednak płyną w tym samym kierunku: na Lido, na Lido! Wszak mamy lato i wakacje, więc kontynuujmy tańce i śpiewy na plażach Lido, a do tego nocna kąpiel. Zabawa trwa do białego rana, więc jej naturalnym zakończeniem jest… wschód słońca.
Tekst pochodzi ze strony www.moja-italia.pl
Opublikowany za zgodą autorki.



Najnowsze komentarze