Socjologowie, a za nimi społeczeństwo europejskie, szufladkują ich przypinając etykiety typu: dzieciuchy, generacja zero, generacja 1000 euro. We Włoszech, wzorem Hiszpanii, ochrzczono tę grupę generacją ne ne – ne studio ne lavoro (nie uczę się, ani nie pracuję).
54% Włochów pomiędzy 18 a 35 rokiem życia deklaruje brak pomysłu i planu na życie – alarmuje włoska prasa. Wśród 25-35-latków ponad milion to osoby bierne zawodowo – czasem z braku możliwości, często jednak nie mają po prostu zamiaru podjąć się jakiegokolwiek zajęcia. Pytanie: pracować czy studiować nie znajduje już zupełnie zastosowania w rzeczywistości.
Praca – nie, ponieważ młodzi zakładają z góry, że jej nie znajdą, bo jej nie ma. Studia – po co, jeżeli nie otwierają drzwi do lepszej przyszłości. A może warto? By potem – jako szczęśliwy wybraniec losu – znaleźć zajęcie za 1000 euro i tym samym zostać zakwalifikowanym do drugiej równie negatywnie kojarzonej grupy pokolenia 1000 euro (odpowiednik polskiego pokolenia 1200 brutto), reagują ironicznie.
Mimo że trudny start w życie to obecnie problem na szeroką skalę w wielu krajach, we Włoszech dotyczy ludzi dużo młodszych. Wśród mieszkańców półwyspu pomiędzy 15 a 19 rokiem życia ok. 9% nie uczy się i nie pracuje. Wielu bezrobotnych usprawiedliwia brak zatrudnienia ciężką sytuacją ekonomiczną, co można zrozumieć. Są jednak tacy, którzy przyznają, że nie mają odpowiedniej motywacji do szukania pracy na serio. Liczni są nieaktywni niejako z przekonania: nie szukają i nie zamierzają szukać pracy. Apatia, obojętność, rezygnacja – to oznaki nihilizmu XXI wieku.
Brak perspektyw na przyszłość nie dotyczy młodzieży trudnej, nie przystosowanej społecznie, ani też z brakami w edukacji. Generacja ne ne - to ludzie wykształceni, inteligentni, ciekawi świata, trwający jednak w przekonaniu, że podróże, clubbing i fitness to wszystko, czego im do życia potrzeba. Poza brakiem wizji przyszłości – zawodowej i rodzinnej – nie ma w nich niczego niepokojącego.
I choć syndrom „generacji NIE” odczuwalny jest również w Polsce, to popierane przez nadopiekuńcze włoskie mamusie dolce far niente „słodkie nicnierobienie” zbiera dużo większe żniwa niż u nas. Bamboccioni (dzieciuchy) uczyniły z tej sytuacji sposób na życie. Przekonują, że stąpają po twardym gruncie, co w ich mniemaniu oznacza: „Luz, wypłata starszych zawsze będzie na czas!” Nie bez znaczenia są tu zapewne warunki mieszkaniowe rodzin włoskich oraz wysokość ich emerytur. W Polsce oba czynniki zmuszają młodych do wyfrunięcia z domowego gniazda i szybszy start w dorosłe życie. We Włoszech starsze pokolenia zdają się współtworzyć błędne koło wykazując nadmierna nieraz tolerancje wobec bierności swych pociech.
Pytanie – jak długo?



Najnowsze komentarze