Nadszedł sierpień, a sierpień to czas urlopów Włochów.
Możemy więc praktycznie wszędzie zobaczyć pozamykane żaluzje i kartki „Chiuso per ferie„.
W sierpniu we Włoszech nie dzieje się nic. No oczywiście poza wielkimi miastami i miejscami typowo turystycznymi, gdzie wszyscy czekają na turystów. Miasta się wyludniają, a w małych miasteczkach życie praktycznie zamiera. W Rzymie jest trochę lepiej, ale tylko w centrum.
Aby poza centrum załatwić coś bardziej przyziemnego – na przykład odwiedzić fryzjera, kosmetyczkę, pójść do biblioteki albo chociażby zrobić zakupy w spożywczym za rogiem – to może być trudno. Małe kina również są zamknięte. Pootwierane są tylko te w centrach handlowych, ale w lecie Włosi do kin nie chodzą, tylko wolą leżeć na plażach (w końcu mają ich niekończące się kilometry). Co dziwne – także większość restauracji jest zamkniętych. A przecież wtedy mogliby sobie zarobić na turystach. Oczywiście te w ścisłym centrum czy w miejscowościach typowo turystycznych są otwarte.
W sierpniu wszystkie oferty wakacyjne są droższe dwa, a nawet trzy razy od tych samych w lipcu czy we wrześniu. Ale pomimo tego, że ceny w hotelach rosną na potęgę to i tak ciężko jest znaleźć jakiekolwiek wolne miejsca, jeśli ktoś nie pomyślał o tym odpowiednio wcześniej. Znalezienie wolnego miejsca graniczy wprost z cudem. Kurorty nadmorskie zapchane są do granic możliwości. Także autostrady przeżywają masowe oblężenie turystów. Ruch jest o wiele większy, często przed wjazdami do znanych kurortów są korki. We włoskich mediach i prasie apeluje się o rozwagę i roztropność, informuje o ryzyku i korkach a także o wysokich temperaturach.
Urlopy zaczynają się najczęściej mniej więcej ok 5-go sierpnia, ale masowo Włosi wyjeżdżają przed 15-tym, tzw. „Il Ferragosto„.
Nazwa pochodzi z łaciny – feriae agusti. Dzień ten wywodzi się od dawnych Rzymian, którzy świętowali połowę lata i koniec ciężkich robót polowych.
Zbiega się on z katolickim świętem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i dlatego znany jest również pod nazwą „L’assunzione di Maria”, ale Włosi nie pędzą do kościołów jak to jest zwyczajem w Polsce. Włosi wyjeżdżają za miasto i dzień spędzają głównie na plażach, (gdzie niektórzy leją się wodą – coś podobnego do naszego śmigusa-dyngusa). W typowych kurortach zabawa twa dzień i noc. Dyskoteki, puby są czynne na okrągło i pełne ludzi. Wieczory często spędza się na oświetlonych barkach i w restauracjach, by zakończyć wieczór oglądaniem fajerwerków.







Najnowsze komentarze