Mówi się, że jednym z powodów dlaczego przeciętny Włoch nie ufa państwu, to frustracja związana z biurokracją. Włochy to nie tylko kraj religijny, ale głównie urzędniczy.
Statystyczny włoski obywatel traci w roku dwa tygodnie na stanie w kolejkach i wypełnianie formularzy. Włoska biurokracja jest nie tylko ogromnym pożeraczem czasu – jest droga, opieszała i wymaga zbyt dużo dokumentów. Często nazywa się ją lentocrazia, czyli „powolnokracja”.
Problem ten wynika z upolitycznienia włoskiej służby cywilnej i długiej historii prawa we Włoszech. Pracę w administracji często można dostać w nagrodę za polityczne zasługi. Niejeden marzy o pracy w sektorze publicznym, bo jest to ciepła posadka na całe życie, nazywana nawet poltrona (co znaczy: fotel).

Bollo, czyli znaczek skarbowy, nakleja się na wszystkich oficjalnych dokumentach. Do jakiegokolwiek biura czy urzędu należy jednak przyjść już z naklejonym bollo, które można kupić w kioskach z tytoniem (tabacchi). Tam też można nabyć specjalne kartki papieru, na których pisze się podania. Nazywane są carta uso bollo lub carta bollata.
Procedury włoskiej biurokracji często są tak zawiłe i czasochłonne, że powstało wiele agencji, które zajmują się załatwianiem dokumentów dla klientów, uzyskiwaniem odpowiednich pieczątek i znaczków. Powstał nawet oddzielny zawód zwany faccendiere, którego przedstawiciele pomagają załatwić wszelkie formalności, a także stoją w kolejkach w imieniu klientów. Wielu Włochów uważa, że warto wydać dodatkowe pieniądze na tego typu usługi, tylko po to by nie musieć się denerwować opieszałością urzędów.
W Polsce narzekamy na biurokrację i często słusznie. Jednak następnym razem, gdy będziemy stać w kolejce do okienka – przypomnijmy sobie, że spotkanie z włoskim urzędem to zaprawdę beznadziejna i długa przeprawa.
fot. flickr.com (aldoaldoz)



Najnowsze komentarze