Czyli o rzymskim pub crawlingu opowieści ciąg dalszy.
Jessica ma 21 lat. Amerykanka na wakacjach w Rzymie, jedna z tych, które niemalże na czole mają napisane „Made in USA”. Blondynka o uśmiechu, w którym odsłania zdecydowanie za dużo zębów, w sukience, która w każdym innym miejscu byłaby zdecydowanie za krótka. Japonki, iphone, w ręce nieodłączny aparat fotograficzny. Nadużywa słowa „awesome”. Boska będzie impreza, w Rzymie jest bosko, widziała dzisiaj boski kościół, ale nie pamięta, jak się nazywał. Bosko! O „pub crawl” usłyszała od znajomych z Ohio, którzy wzięli w nim udział w zeszłym roku i świetnie się bawili. Widziała zdjęcia w necie, słyszała same superlatywy i postanowiła sprawdzić czy faktycznie zapamięta tę letnią noc na długo.

fot. flickr.com (oraz75)

„Pub crawl w Rzymie to coś wspaniałego. Spotykasz mnóstwo nowych osób, wszyscy są mili, uśmiechnięci i zrelaksowani. W zupełnie nowym mieście, w którym jesteś tylko na kilka dni, ktoś kto za w sumie bardzo niewielka opłatą pokaże ci fajne miejsce, gdzie można się dobrze bawić, jest na wagę złota” – mówi Jess.
Tej nocy, kiedy po raz pierwszy dołączyła do stuosobowego tłumu bawiącego się z pub crawl (i bawiła się „bosko”), zgubiła wprawdzie aparat fotograficzny, a noga dalej jej dokucza po tym, jak w jednym z pubów spadła z baru (na którym tańczyła z jednym z liderów pub crawl), ale uważa, że i tak było warto.
Jej entuzjazm podzielają właściwie wszyscy, którzy kiedykolwiek przyszli na organizowaną przez pub crawl imprezę. Niektórzy wracają wielokrotnie, przyciągnięci magią własnych, zamglonych alkoholem wspomnień. Zwykle są w wieku 19-22 lat. Podekscytowani nocą, miastem, z buzującym hormonami. Zawiązują się flirty, nawiązują romanse, które potrwają do wschodu słońca. Nikt nie jest pruderyjny. Przecież są tu po to, żeby się dobrze bawić. Załoga pub crawl nie ukrywa, że na początku perspektywa spotykania co noc bezpruderyjnych turystek szukających wrażeń była ekscytująca. Dodatkowy bonus do roboty, która i tak wydawała się najlepsza pod słońcem. „Pewnie wszyscy robiliśmy rzeczy, których dziś się wstydzimy. Trudno jest zachować zdrowy rozsądek kiedy wokół pełno jest półnagich właściwie, gotowych na wszystko dziewczyn, które po prostu chcą się dobrze bawić. Ale wszystko po pewnym czasie się nudzi. Jeśli pracujesz dla pub crawl, co noc możesz spełniać marzenia, które ma każdy dwudziestokilkuletni facet. W końcu zatracasz nawet umiejętność normalnej rozmowy z dziewczyną, bo wszystko kręci się wokół jednego” – wyjaśnia Pavle.
Po godzinnym piciu tanich drinków z plastikowych kubków – a alkohol tani być musi, przecież to nie organizacja dobroczynna, wszystko się musi opłacać, pub crawl wyrusza w trasę po mieście. Słychać i widać ich z daleka, cała wielka grupa z daleka przypomina ogromną, pijaną stonogę. Na początku, w środku i na końcu tego libertyńskiego pochodu idą „opiekunowie”, którzy pilnują, żeby odurzeni atmosferą miasta i promilami turyści nie wpadli pod samochód albo się nie zgubili. Lokale na trasie nie są przypadkowe – to dwustronna, bardzo opłacalna umowa. Pub crawl przyprowadza do barów, które inaczej stałyby puste, dziesiątki klientów, którzy zostawią tu dużo pieniędzy. W zamian dostają zniżki na drinki i dodatkowe pieniądze od właścicieli lokalu. To, ile osób uczestniczy w imprezie, zależy od sezonu. W lecie zdarza się, że ta liczba dochodzi nawet do 300 osób. Poza sezonem – zdecydowanie mniej, ale chętni są zawsze. Pub crawl pracuje codziennie, oprócz niedziel, bo to czas dla „rodziny”. Wtedy robią grilla, popijają razem piwo, zbierają siły do występów w nadchodzącym tygodniu.
Bo show must go on.





Najnowsze komentarze