Spacerując rzymskimi ulicami nie sposób nie sposób nie zauważyć ogromnej ilości imigrantów. Wystarczy włączyć włoską telewizję czy radio, aby dostrzec, że ich obecność jest jednym z najczęściej dotykanych tematów. Jakie jest wzajemne postrzeganie się imigrantów i Włochów? Co leży u jego źródeł?
Włosi przez wiele lat emigrowali ze swojego kraju w poszukiwaniu pracy i lepszego życia. Wiele pokoleń, przyciągniętych mitem Stanów Zjednoczonych jako kraju mlekiem i miodem płynącego, w rzeczywistości zostało oszukanych przez „pośredników pracy”, którzy obiecywali Włochom dobrobyt. Po przybiciu do wybrzeży Ameryki nadzieje emigrantów rozpływały się wraz z pośrednikami.
Jak zauważa badacz literatury migracyjnej, Armando Gnisci, dzisiejsi Włosi są potomkami tych, którzy nie wyjechali. Brakuje im więc zaginionych w Ameryce czy Australii braci, którzy często nie potrafili ani być dłużej Włochami, ani stać się mieszkańcami nowego kraju.
Imigracja jest natomiast dla Włochów zjawiskiem nowym. Nagła zmiana z kraju emigracyjnego w imigracyjny sprawiła, że mieszkańcom Półwyspu Apenińskiego ciężko bywa zaakceptować obecny stan rzeczy. Imigranci postrzegani są przez pryzmat stereotypów jako ci, którzy zabierają Włochom pracę, są leniwi, żyją na koszt opieki socjalnej, kradną i żebrzą. W rzeczywistości obraz imigranta w oczach Włochów zdaje się nie odbiegać od tego jak jeszcze kilkadziesiąt lat temu byli postrzegani sami Włosi za granicą swojego kraju.
W takich oto warunkach swoistego zderzenia kultur, na początku lat dziewięćdziesiątych do głosu dochodzą sami imigranci. Używają literatury aby opowiedzieć Włochom o sobie. Udowadniają rdzennym mieszkańcom Półwyspu Apenińskiego, że są takimi samymi ludźmi jak oni, mówią i piszą w tym samym języku.
W 1989 roku zostają opublikowane dwie książki: Immigrato (Imigrant) autorstwa Salaha Methnaniego i Maria Fortunato oraz Io, venditore di elefanti (Ja, sprzedawca słoni) Papa Khoumy i Oresta Pivetty.
Te dwie, zdawałoby się, niepozorne książeczki, zmienią na zawsze włoską literaturę. Po raz pierwszy imigranci mówią o sobie. Pomagają im w tym włoscy dziennikarze. W ten sposób powstają powieści napisane „na cztery ręce”.
Migracja Papa Khoumy (Senegal) i Salaha Methnaniego (Tunezja) polegała nie tylko na zmianie otoczenia, ale także na zmianie języka. Na tej właśnie zmianie języka z ojczystego na zupełnie nowy polega fenomen literatury migracyjnej.
Pap Khoum i Salah Methnani rozpoczęli pierwszą fazę rozwoju literatury migracyjnej, bardzo silnie związaną z autobiografizmem. Migracyjni autorzy mają potrzebę opowiedzenia o pozycji wykluczonego ze społeczeństwa imigranta, nierzadko bez pozwolenia na pobyt, wykorzystywanego do wykonywania najgorszych prac. Czytając obie książki odbywamy podróż po Włoszech, jakich nie zna żaden turysta. W obu książkach piękna Italia jawi się jako pułapka, w której zamknięty imigrant, krąży bezradnie w poszukiwaniu, choćby tymczasowej, pracy i godnego życia.
Obecnie imigranci piszą po włosku wiele i dobrze. Przeszli etap opowiadania o swoich doświadczeniach imigranta i tworzą literaturę, która w niczym nie odstaje od tej tworzonej przez włoskich pisarzy.
Warto tu wspomnieć jednego z najbardziej znanych autorów literatury migracyjnej, Amarę Lakhousa, a szczególnie jedną z jego książek Scontro di civilta’ per un ascensore a Piazza Vittorio (Zderzenie cywilizacji z powodu windy przy Piazza Vittorio). Lakhous używa kryminału jako pretekstu do opisania rzeczy znacznie poważniejszych i nawiązując tym samym do twórczości Leonardo Sciasci (Dzień puszczyka, Każdemu co mu się należy (od mafii), Kontekst) i Carlo Emilio Gaddy (Okropna zbrodnia z ulicy Merulana).
W windzie domu przy Piazza Vittorio zostaje odnalezione ciało młodego mężczyzny. Mieszkańcy budynku, zarówno Włosi, jak i imigranci są przesłuchiwani przez policję. Opisują jednak nie tylko fakty mogące mieć związek z zabójstwem, ale wyrażają też własne opinie, opowiadają historie swojego życia. Ta polifonia głosów daje czytelnikowi wrażenie bycia widzem spektaklu teatralnego. Każda postać ma tu własne zdanie, własną historię, i co najważniejsze (słowo klucz u Lakhousa) własną prawdę do obrony.
Polifonię tę podkreśla Lakhous nadaniem tragicznego rysu postaciom imigrantów i komicznego postaciom Włochów, nawiązując w ten sposób do włoskiej tradycji komedii dell’arte. Jedyną postacią, której relacja pozostaje nieznana czytelnikowi jest główny podejrzany, Amedeo, który… hmmmm. Nie będę zdradzać kim jest Amedeo, dlaczego w książce brakuje jego relacji, jakie związki łączą go z pozostałymi postaciami. Nikt nie chciałby przecież poznać zakończenia kryminału przed jego przeczytaniem.
Foto: archiwum prywatne autorki.



bardzo ciekawy artykuł. Proszę o więcej !
))
Temat bardzo niszowy, gdzieś poza głównymi nurtami zainteresowania literaturą włoską i traktującą o Włoszech. Już chyba wystarczy wszystkich tych słodkich historii o przeprowadzeniu się do Włoch, restaurowaniu starego domu, życia prostego, sielskiego, anielskiego etc. etc. Gdzie Włochy to raj na ziemi a włosi nie mają żadnych problemów i w ogóle wszystko jest super.
Więc jeszcze raz gratuluję artykułu i proszę o więcej
Pozdrawiam serdecznie.