Włoska arystokratka, która dzieciństwo spędziła w piętnastowiecznym florenckim pałacu, postanowiła związać swoje życie z Polską. Gdy jej krewni w toskańskich posiadłościach zajmowali się winobraniem, ona uczyła się żyć w naszym kraju. Tylko miłość mogła przezwyciężyć wszystkie trudności.
Kiedy Tessa Capponi została panią Borawską, musiała zamienić rozległe winnice i pałace na warszawski pokój z kuchnią. Powiększająca się rodzina, puste półki w sklepach, trudności z wyjazdem za granicę, a na dodatek ten dziwny język, w którym słychać tylko szumy – początki pobytu w Polsce nie należały do najłatwiejszych. Dziś Tessa Capponi-Borawska świetnie czuje się w Polsce, prowadzi wykłady dla studentów, pisze książki i popularyzuje włoską kuchnię.
„Moja kuchnia pachnąca bazylią” jest szczególnym pamiętnikiem z niezwykle interesującego życia, w którym na równych pozycjach występują miłość i kuchnia. Tessa wspomina dzieciństwo, kreśli fenomenalne portrety swoich arystokratycznych krewnych i osób blisko związanych z rodziną, ale o czymkolwiek pisze, jej myśli i tak krążą wokół posiłków, które w odpowiednich momentach jej życia pojawiały się na stole. A co najważniejsze, dzieli się nimi z czytelnikami, dzięki czemu mamy możliwość poznania kuchni rodem z Wysp Brytyjskich, z Toskanii i z Polski. Autorka przyznaje, że choć uwielbia kuchnię włoską, to podczas pobytów w Toskanii tęskni za serem białym, ogórkami, kiszoną kapustą i polskimi jabłkami, które nie mają sobie równych. Ta polsko-włoska dusza Tessy Capponi-Borawskiej sprawia, że jej kuchnia pachnąca bazylią bez trudu daje się przełożyć na polskie podniebienia.
Początkujący poszukiwacze smaków odnajdą tu mnóstwo przepisów klasycznych, takich jak pesto, makaron carbonara czy sos ze świeżych pomidorów, którym towarzyszy wiele informacji o pochodzeniu tych potraw, ich pozycji na włoskich stołach bądź sposobach podawania. Bardziej zaawansowani chętnie wypróbują na przykład kurczaka z cytryną, panzanellę lub zupę z soczewicy, a wytrawni smakosze zapewne nie ominą okazji, by przygotować udziec z jagnięcia z rodzynkami i migdałami bądź królika duszonego na biało.
Rzadko się zdarza, by książce kucharskiej – bo bezdyskusyjnie „Moja kuchnia pachnąca bazylią” do takich należy – towarzyszyło tak wiele pięknych opowieści o czasach bliskich i dalekich. Daje nam ona możliwość poznania świata włoskiej arystokracji, zobaczenia od wewnątrz tego wszystkiego, co jako podróżni możemy jedynie obserwować od strony kolejek do muzeów, spacerów wśród zabytków i jedzonych pośpiesznie posiłków z menu dla turystów. To prawdziwa gratka dla poszukiwaczy smaków i ciekawych historii.



Najnowsze komentarze