O tym, dlaczego ojciec Pio nosił rękawiczki, do czego potrzebował kwasu karbolowego i o tym, skąd wiadomo, że święty z Gargano nie był – jak twierdzi wielu – oszustem który sam wywoływał swoje rany, watykaniści Andrea Tornielli i Saverio Gaeta napisali książkę „Ojciec Pio. Święty czy oszust”.
Napisali ją po to żeby - jak sami mówią w wywiadach – spróbować przywrócić prawdę o kapucynie z San Giovanni Rotondo. Bez religijnego zacietrzewienia i fanatyzmu, który pozbawiałby ich możliwości trzeźwego osądu, dwaj włoscy dziennikarze przeprowadzili szczegółowe, dziennikarskie śledztwo, którego efektem jest książka będąca nie tylko kompilacją setek dokumentów, ale także fascynującą opowieścią o tym, kim był ojciec Pio.
Święty, nie oszust.

Autorzy dotarli do tajnych watykańskich dokumentów, przeprowadzili setki wywiadów i ponownie przestudiowali tysiące stron, żeby ponad wszelką wątpliwość udowodnić, że otaczany kultem na całym świecie ojciec Pio nie był – wbrew temu, co sugerowali niektórzy historycy – oszustem. Przytoczyli świadectwa zarówno tych lekarzy, którzy ze zdumieniem pochylali się nad stygmatami ojca Pio stwierdzając, że fenomenu tego nie da się wytłumaczyć z naukowego punktu widzenia, jak i tych, którzy byli sceptyczni wobec pochodzenia ran zakonnika. Cytują listy, które pisał ojciec Pio, który z początku kiedy na jego ciele pojawiły się rany był nie tylko tym faktem przerażony, ale także odczuwał z tego powodu głęboki wstyd. Nie wiedział, co się z nim dzieje i starał się ukryć to, co go spotkało. Dopiero po wielu wymienionych z przełożonymi listach zaakceptował swoją odmienność, której jednak początkowo nie traktował jako daru, ale jako brzemię.
Fenomen rękawiczek i historia kwasu karbolowego.
Autorzy skonsultowali się z lekarzami różnych specjalności, żeby bez bycia posądzonymi o stronniczość dowieść, że stygmatu ojca Pio naukowo wyjaśnić się nie da.
Ciągle świeże, jątrzące się rany, których nigdy nie pokrywały strupy to fenomen, który niektórzy uczelni tłumacza histerią, dowodząc, że to choroba psychosomatyczna – w przypadku ojca Pio jednak tak nie było. Dowiedli także, że było niemożliwe, żeby ojciec Pio sam wywoływał swoje rany kwasem karbolowym – o który kilkakrotnie prosił swoich przyjaciół – bo gdyby faktycznie wylewał tę silnie trującą substancję na swoja skórę to w krótkim czasie by się zatruł. Ponadto zakonnik pełnił funkcję osoby odpowiedzialnej za szpital, w owym czasie zaś panowała epidemia hiszpanki, a rozcieńczony kwas karbolowy służył w tamtych czasach do dezynfekcji.
Na zdjęciach ojca Pio zakonnik zawsze ma na dłoniach rękawiczki. Autorzy zdecydowanie odrzucają koncepcję, jakoby nosił je, żeby nie dopuścić do tego by ktoś zobaczył jego rany. Nosił rękawiczki, żeby tamować ciągle sączącą się krew i nie odciągać uwagi wiernych od mszy. Argument o tym, że chował ręce, żeby nikt nie zobaczył ich z bliska, odrzucili jako absurdalny – wszak wielokrotnie poddawał się oględzinom uczonych, który po dziesiątkach badań, raportów, ekspertyz dochodzili do jednego wniosku: że rany, które pokrywały ręce, bok i stopy ojca Pio, skrywa tajemnica.
Dla wierzących i dla ateistów
Książka Tornielliego i Gaetano ma tę zaletę, że mimo że poświęcona jest życiu jednemu z najbardziej popularnych katolickich świętych, nie razi hagiografią. Rzetelność z jaką autorzy przeprowadzili śledztwo mające na celu nie tyle obronę świętego co obalenie absurdalnych zarzutów, jest ogromną zaletą tej specyficznej książki.
W Polsce książkę wydało Wydawnictwo Edycja Świętego Pawła.



Najnowsze komentarze