Ta książka wyłamuje się z modnego ostatnio trendu, który wmawia nam, że gotowanie jest sposobem na szczęście, miłość i wszelkie powodzenie.
Okazuje się, że aby naprawdę odnaleźć się w kuchni, trzeba najpierw odnaleźć się w sobie. W przeciwnym razie żadna potrawa nie wywoła radości, nie zbliży do wzruszenia, nie zaprosi do wspólnego przeżywania.
Główna bohaterka tej opowieści, Alice, została skrzywdzona przez nieznajomego mężczyznę. To dramatyczne zdarzenie wywróciło wszystko do góry nogami, pokazując, jak niewiele jest rzeczy pewnych i niezmiennych, jak niewiele trzeba, by w ciągu kilku minut runął cały świat. W obliczu tragedii młoda kobieta decyduje się na przeprowadzenie w swoim życiu paru istotnych zmian, które mają ją uwolnić od przeszłości i dręczących koszmarów. Rozstaje się z wieloletnim partnerem, zostaje kucharzem w znakomitej włoskiej restauracji, porzucając dotychczasowy zawód kelnerki. Jednak wbrew jej oczekiwaniom wszystko co robi, przynosi jedynie narastające poczucie pustki, wzmacnia osamotnienie i bezsens. Kiedy matka przyjaciółki kupuje dom we Włoszech i zaprasza do siebie na całe lato swoją córkę i zaprzyjaźnioną z nią Alice, pojawia się cień szansy, że może tym razem wreszcie uda się coś przełamać. Ale w życiu nic nie przychodzi samo. I choć w życiu Alice pojawi się wspaniała włoska rodzina, która zacznie uczyć ją gotowania z prawdziwymi emocjami, a sąsiadka wtajemniczy ją w sekrety ogrodnictwa, życie młodej Angielki wciąż będzie mechaniczne, jakby nie należące do niej.
Opowieść Alice przeplata się w książce z opowieścią Babetty, starszej pani, która od lat zajmuje się ogrodem w eleganckiej włoskiej willi. Losy obu kobiet splotą się ze sobą, choć upłynie wiele lat, nim zrozumieją, jak wiele sobie wzajemnie zawdzięczają.
„Przepis na życie” umiejętnie przeprowadza nas przez życiowe zakręty bohaterek, nie zdradzając już na początku, gdzie prowadzi droga. Czytelnikowi zostają oszczędzone rozwiązania rodem z komedii romantycznych, choć książka nie przytłacza ciężarem gatunkowym. Czyta się ją lekko i przyjemnie, postacie skonstruowane są sympatycznie i wiarygodnie, nie drażniąc nadmiernymi uproszczeniami i dydaktyzmem.
Doskonała lektura na jesienne dni, gdy nawet najwytrzymalszych dopadają wątpliwości, a brak słońca odbiera energię do działania. Kiedy Alice wreszcie zaczyna odnajdywać odpowiedzi na dręczące ją pytania, jej świat rozświetla się, a atmosfera odnalezionego ładu udziela się również czytającym. Podglądanie cudzego szczęścia bywa inspirujące.



Najnowsze komentarze