Fani mówią o niej po prostu „ADR”. Sam Helmut Newton nazwał ją fanatyczką mody. Nie docenili jej ci, którzy wieścili, że po zwolnieniu z Vogue Italia odejdzie w niepamięć. Bo choć posadę naczelnej japońskiej edycji interpretowano jako wygnanie, Dello Russo szybko udowodniła malkontentom, że w świecie mody nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa.

Uchodzi za kuriozum, co w światku high fashion, przywykłym przecież do dziwactw, jest nie lada osiągnięciem. Kiedy pojawiła się na pokazie mody w kapeluszu Philipe’a Treacy’ego w formie pokrytego brokatem arbuza wszyscy stukali się w głowę, ale jej zdjęcia były następnego dnia na wszystkich liczących się branżowych portalach. Bo właśnie niebanalne stylizacje uczyniły z ADR osobę rozpoznawalną nie tylko wśród modowych insiderów.
Pochodzi z Bari – miasta portowego na południu Włoch. Miała szczęście urodzić się w rodzinie na tyle zamożnej, by od najmłodszych lat jej kaprysy spełniano w mgnieniu oka. ADR przyznaje, że odkąd sięga pamięcią moda była całym jej życiem („jest lepsza nawet od Nintendo!”). Przez lata zgromadziła tyle ubrań, że była zmuszona dokupić dla nich osobny apartament (w którym utrzymuje stałą temperaturę 15 st. C). „Gdyby mogła żywiłaby się ubraniami”- zauważa jej znajoma.

Dello Russo w wywiadach podkreśla, że postrzegania mody uczyła się od Franki Sozzani – naczelnej włoskiej edycji Vogue, która powierzyła jej stanowisko dyrektora kreatywnego magazynu. Złośliwi dorzucają, że za zbytnie spoufalanie się z modowym biznesem Sozzani musiała Annę wyrzucić, bo stanowiła zagrożenie dla reputacji Vogue Italia (szeptano, że jako freelancer stylizowała sesje dla domów mody, które poprzez ADR próbowały wpłynąć na częstotliwość prezentowania swoich produktów na łamach magazynu).
Na otarcie łez otrzymuje posadę naczelnej Vogue Nippon i kuje żelazo, póki gorące – zamiast być po prostu kolejną redaktorką modową staje się supernową internetu. Gdy zamieszczone przez Scotta Schumana (twórcy bloga The Sartorialist) zdjęcia spektakularnych stylizacji Anny biją rekordy popularności, zachęcona zainteresowaniem internautów zakłada własnego bloga (www. annadellorusso.com)
Rzesze czytelników traktują ją jak wyrocznię w kwestiach stylu, a Dello Russo chętnie udziela porad na tematy modowe („Nigdy nie wypożyczaj ubrań – będziesz pachnieć jak zakurzone poddasze!”) i okołomodowe („Wyprzedaże są jak piękne syreny z „Piratów z Karaibów 4” – uwodzą, by zwieść cię na dno morza. Nie daj się omamić!”), a także publikuje swoje zdjęcia w stylizacjach, które u niejednego minimalisty wywołałyby co najmniej atak duszności.

ADR przyznaje, że choć moda nie znudzi jej się nigdy, nieustannie szuka dla siebie nowych sfer aktywności. Zdarza jej się występować na wybiegu w charakterze modelki, chętnie pozuje też dla pism modowych (spory szum wywołała jej sesja dla amerykańskiego „W”, dla którego stanęła przed obiektywem Jurgena Tellera). Gdy entuzjastycznie wypowiedziała się o karaoke spekulowano, że sama celuje w karierę wokalistki (co zdementowała wyznając, że zawodzi tak niemiłosiernie, że nie śpiewa nawet pod prysznicem).

Żyje modą. Wprawdzie przez chwilę była mężatką, ale małżonek odszedł nie mogąc znieść obsesji Anny na punkcie ubrań. Dello Russo z rozbrajająca szczerością wyznaje, że jej mężczyzna mieszka osobno, bo w przepełnionym strojami mieszkaniu na dodatkowego lokatora (sic!) po prostu…nie ma miejsca. Wystrój mieszkania jest zresztą nie mniej oryginalny niż osoba, która je zamieszkuje – na ścianach wiszą olbrzymie fotografie ociekających luksusem wnętrz palermiańskiego Palazzo Valguarnera-Gangi (to właśnie tam Visconti kręcił „Lamparta”).

ADR, jak każda rasowa gwiazda, sygnuje swoim nazwiskiem perfumy. W planach ma zaprojektowanie serii akcesoriów dla zwierząt. O potrzebach czworonogów wie niemało – jest właścicielką miniaturowego pieska o imieniu Cucciolina. W przeciwieństwie do swojej pani nie lubi się przebierać – jedyne, co toleruje to obroża… z domu mody Hermès.

fot. flickr.com (macsurak, twoforfashion) oraz www.facebook.com (Anna-Dello-Russo-Official-Fan-Page)



Najnowsze komentarze