Marcello Mastroianni. Signor simpatico

Pierwszym filmem, jaki zapadł mu w pamięć, były „Ich noce” z Clarkiem Gable. Czy mógł przewidzieć, że kiedyś sławą przewyższy amerykańskiego amanta?

Przyszedł na świat w Fontana Liri, dwa kroki od miejsca, w którym urodził się Cyceron. Jego dom rodzinny nie opływał w dostatki. „W moich butach było tyle dziur, że musiałem je łatać kawałkami aluminium” – wyznał po latach w jednym z wywiadów. Nie ma cienia przesady w stwierdzeniu, że mógłby uchodzić za pierwowzór Totò – bohatera „Cinema paradiso” - bo właśnie w lokalnym kinie zakiełkowała miłość Mastroianniego do sztuki filmowej.

Do legendarnego Cinecittà dostał się dzięki talonom dla statystów, które zbierała dla niego kucharka z pracowniczej kantyny. Matka Marcella pracowała z siostrą reżysera Vittorio di Sici, więc Mastroianni regularnie prosił ją o rekomendację. Mimo determinacji jego kariera rozwijała się powoli i nie przynosiła dochodów. Zapisał się więc na uniwersytet (kierunek: geografia) i planował zostać architektem. Już jako uznany aktor wyjaśniał: „Architekt tworzy rzeczy solidne, które długo przetrwają. A z mojego zawodu co pozostanie? Nic, same cienie.”

Uchodzi za aktora Felliniego, choć dla kina odkrył go Visconti. Asystent reżysera Ferrucio Amendola wyłuskał Marcella podczas spektaklu teatru studenckiego. W trakcie spotkania w pijalni herbaty „Rugantino” przy Placu Hiszpańskim w Rzymie Visconti zaproponował Mastroianniemu rolę w „Tramwaju zwanym pożądaniem”. To krok milowy w jego karierze. Po „Białych nocach”, obrazie ze scenariuszem na podstawie opowiadania Dostojewskiego, Marcello zyskał uznanie krytyków. Sława była już na wyciągnięcie ręki.

Nieśmiertelność dało mu „Słodkie życie” Felliniego. Dla roli schudł 10 kilogramów, zgolił tors i ubierał plastikowe nakładki na palce. Stał się bożyszczem tłumów. Włosi nazywali go „Signor Marcello” albo po prostu „Marcello”, bo jest „Simpatico, molto simpatico!”.

U FeFe zagrał kilkakrotnie, m.in. w „Osiem i pół”, „Mieście kobiet” oraz w filmie „Ginger i Fred” - gorzkiej satyrze na telewizję (podobno pierwowzorem zidiociałego dyrektora stacji ukazanego w filmie był Silvio Berlusconi, wówczas szef raczkującego Finivestu).

Mastroianni czerpał z życia garściami. Choć żonaty z Florą Carabellą, matką jego córki Barbary, nie wzbraniał się przed miłostkami na planie. Jego najsłynniejsze romanse to burzliwy związek z poznaną na planie „Kochanków” amerykańską aktorką Faye Dunaway oraz z francuską mega-gwiazdą Catherine Deneuve (owocem ich miłości jest Chiara, także aktorka).

Jego własne la dolce vita to bajońskie sumy wpompowane w kolekcję luksusowych aut i buty (jego żona porównała ich dom do salonu obuwniczego przy via Condotti).
Smakoszem był nie tylko w „Wielkim żarciu”. Sophia Loren często wspomina, że gdy nadarzała się okazja przyrządzała dla Marcella królika alla cacciatora, w tłustym sosie grzybowym.
Sama Loren na ekranie partnerowała mu wielokrotnie. Ich wspólny obraz „Ten szczególny dzień” jest jednym z najlepiej ocenianych filmów w karierze Mastroianniego. Po latach duet powrócił wPrêt-à-Porter” Roberta Altmana.

Mastroianni grał dużo – ponad 120 obrazów, we wszystkim – od gniotów po perełki kinematografii, i u wszystkich – od podrzędnych reżyserów po tuzów kina – Antonioniego czy Michałkowa. Był trzykrotnie nominowany do Oscara, co do dziś pozostaje rekordem wśród aktorów nieanglojęzycznych. Podobno Sophia Loren czyniła starania o uhonorowanie go Nagrodą Akademii za całokształt twórczości – niestety, bezskutecznie. Za to podczas festiwalu w Wenecji przyznawane jest wyróżnienie jego imienia dla najlepszego debiutanta.

W 1995 roku Mastroianni zapadł na raka trzustki. Choć początkowe rokowania były dobre choroba okazała się bardziej podstępna niż przewidywano. Zmarł 19 grudnia 1996 roku. Po oficjalnych ceremoniach pogrzebowych w Paryżu i Rzymie jego ciało spoczęło na Cimitero Monumentale del Verano. Gdy odszedł fontannę di Trevi, tło sceny z Ekberg ze „Słodkiego życia”, przybrano kirem. W tle rozbrzmiewała muzyka Nino Roty z „Osiem i pół”.

fot. moviemail-online.co.uk

Related Posts with Thumbnails
Daria Tomczyk

Początkujący tłumacz i raczkująca italianistka. Włochy poznaje od kuchni, a jeszcze chętniej - od kina.

One response to “Marcello Mastroianni. Signor simpatico”

  1. Anna

    Kiedyś to byli aktorzy, uwielbiałam(m) Marcello, jeszcze teraz łza mi się a oku kręci!! Wielkie kino, wielki aktor!

Zostaw odpowiedź

Connect with Facebook