Ta książka jest jak amerykańska komedia romantyczna: dobrze skrojona, słodka i przewidywalna. Nic tu nie zaskakuje i nie porywa do lotu, ale też nie o wielkie niespodzianki tu chodzi. Ważne, że wszystko tak ładnie zmierza do radosnego finału.
Georgia jest szefem kuchni w pewnej nowojorskiej restauracji. Chociaż ma głupiego szefa, to pracuje jej się nieźle, liczy nawet na awans i sławę modnego szefa kuchni. Niestety fatalny zbieg okoliczności sprawia, że traci pracę, narzeczonego i nadzieję na przyszłość. Na dodatek wszyscy o tym wiedzą, nic nie da się ukryć przed wzrokiem ciekawskich znajomych. Wydaje się, że życie całkiem straciło sens. Ale czymże byłoby życie bez przyjaciół i wspaniałych pomysłów? Po kilku przepłakanych wieczorach pojawia się szansa wyjazdu do pięknej Toskanii, gdzie dawna znajoma otwiera własną restaurację i chętnie widziałaby Georgię w swoim zespole.
W ten oto sposób doszliśmy do strony 130. I tu pojawia się piękna Florencja oraz ustronne San Casciano, a w nim Claudia tworząca nową, z założenia bardzo modną restaurację, szef kuchni, z którym Giorgia musi dojść do porozumienia, co nie jest łatwe, a także pewien wyjątkowo uroczy właściciel pobliskiej winnicy. Jest lato, Toskania roztacza swój blask, jedzenie smakuje tu lepiej niż gdziekolwiek indziej, a dobre pomysły pojawiają się nawet w środku nocy. Nic nie stoi na przeszkodzie, by to właśnie tu życie zaczęło się od nowa, zwłaszcza że wytwórca win składa Georgii bardzo atrakcyjną propozycję. Mogłaby na niej naprawdę wiele zyskać. Cóż z tego, skoro Georgia zaczyna mieć inny pomysł na życie. Odrzuca fantastyczną ofertę, żegna się z nowymi przyjaciółmi, którzy pomogli jej odzyskać równowagę. Jest strona 252, mistrzyni kuchni wraca do Nowego Jorku i… Nie będę zdradzać zakończenia, bo nawet w słodkim hollywoodzkim stylu można tę historię zakończyć na kilka sposobów, więc niech chociaż to pozostanie zagadką.
Miłośnicy Włoch odnajdą tu szczyptę słońca i dobrej kuchni, choć wbrew tytułowi ani Toskania, ani trattoria nie zostały podkreślone naprawdę mocno. Nie ma tu zbyt dużo włoskiej atmosfery, tej nieuchwytnej radości i luzu, które tak pięknie pojawiają się w wielu książkach, również tych bardzo popularnych i komercyjnych. „Toskańska trattoria” jest książką dla początkujących wielbicieli Włoch, którzy jeszcze się uczą, jeszcze próbują zrozumieć i ogarnąć, jeszcze niewiele mają swoich doświadczeń. I tym książka zapewne przypadnie do gustu. Pozostałym polecam bardziej włoskie opowieści.



Najnowsze komentarze