Cudzoziemcy napisali już o Toskanii chyba wszystko, co mogli. Teraz przyszła kolej na Włocha, który postanowił opisać swoją rodzinną Toskanię, a przy okazji trochę ponarzekać na turystów.
Dario Castagno urodził się wprawdzie w Wielkiej Brytanii, ale całe swe życie związał z Toskanią. Dorastał wśród wzgórz Chianti, przyjaźnił się z miejscowymi chłopakami, wspólnie z nimi wędrował po opuszczonych domach i winnicach. Zna tam każdy kąt i żadna historia nie jest mu obca. A ponieważ świetnie mówi po angielsku, postanowił pewnego dnia, że zacznie oprowadzać po swym świecie anglojęzycznych turystów, jak się wkrótce okazało głównie Amerykanów. Jego Wyprawy z Kogutem zapewniły mu popularność i dały możliwość zdobycia wielu interesujących doświadczeń. Po kilku latach zdecydował się opisać swoje ukochane Chianti, a przy okazji też ludzi, którzy przyjeżdżają tu z całego świata. Tak powstała książka „Za dużo słońca Toskanii”.
Uporządkowana została zgodnie z rytmem upływających miesięcy i zmieniających się pór roku. Zaczynamy od zimowych dni, gdy właściwie nic się nie dzieje, turyści nie przyjeżdżają, roślinność dopiero przygotowuje się do rozkwitu. Można wtedy tylko pić miejscowe wino i wspominać. Potem życie zaczyna nabierać tempa, pojawiają się pierwsi chętni do wędrówek po wzgórzach Chianti, ze swych domów wychodzą też, niczym przebudzeni z zimowego snu, miejscowi rolnicy. Kolejne miesiące to kolejne etapy toskańskiego życia, pomiędzy które wplatają się wspomnienia, informacje o najważniejszych miejscach i zwyczajach, przedstawienia znajomych i przyjaciół. I tak opowieść snuje się niespiesznie aż do końca roku, gdy świat znowu zamiera w oczekiwaniu na kolejną wiosnę.
Jeśli ktoś przeczytał już wiele książek o Toskanii, nie znajdzie tu zbyt wiele nowości, ale na pewno będą to informacje bardzo autentyczne i przesiąknięte własnym życiem, jak na przykład wszystkie opisy i nawiązania do słynnego sieneńskiego palio. Dario należy do kontrady Gąsienicy i kiedy pisze o wszystkim, co dzieje się wokół Palio, jest absolutnie niezastąpiony, drobiazgowy i emocjonalny jak prawdziwy sieneńczyk.
Książka powstała z myślą o czytelniku amerykańskim i to sprawia, że niektóre z refleksji czy spostrzeżeń mogą być dla nas irytujące. Podobnie zresztą jak ironiczny ton wypowiedzi na temat oprowadzanych po Toskanii turystów. Dario Castagno przedstawia dość karykaturalny zestaw swych klientów i choć nie sądzę, by ich wymyślił, to na pewno wybrał postacie tak, by ułożyły mu się one w książce w kalejdoskop turystycznych dziwów. Miało to pewnie służyć poprawie samopoczucia tych czytelników, którzy do owej kolekcji nie należą, wyszło jednak trochę tak, jakby autor chciał udowodnić wyższość Toskańczyków nad resztą świata. I trochę ten ironizujący ton psuje radość ze spotkania z książką o Chianti, napisaną przez kogoś, kto ma naprawdę dużo do powiedzenia na ten temat.



Najnowsze komentarze