Kiedy zaczyna się czytać tę opowieść, pojawia się wrażenie, jakbyśmy ową historię już skądś znali. I rzeczywiście. Giuseppe Tornatore nakręcił na podstawie tej książki bardzo znany film, ale lektura „Novecento” to nieco inny rodzaj przeżycia, więc niezależnie od filmu warto ją przeczytać.
Książeczka jest malutka, liczy zaledwie 58 stron.
Napisana została w formie monologu dla jednego aktora. Aktorem tym był Eugenio Allegri, który zagrał monodram na festiwalu w Asti już w roku powstania opowieści.
A potem zainteresował się opowieścią międzynarodowej sławy reżyser, który sprawił, że historia zyskała popularność wychodzącą daleko poza kraj ojczysty autora.
Giuseppe Tornatore zatytułował ów film „La leggenda del pianista sull’oceano”, my znamy go pod tytułem „1900 – człowiek legenda”.
O piękną ścieżkę dźwiękową, bez której niemożliwa byłaby opowieść o muzyku, zadbał Ennio Morricone.
Novecento to po włosku dziewięćset, ale też określenie wieku dwudziestego. Stało się ono imieniem pewnego dziecka, które rodzice – najprawdopodobniej ubodzy emigranci – zostawili po urodzeniu na statku, który płynął z Europy do Ameryki. Sami wysiedli w nadziei na amerykańskie szczęście, a ich syn pozostał w pudełku pozostawionym na fortepianie. Niemowlę odnalazł marynarz i postanowił wychować na statku. A że kalendarz wskazywał właśnie rok tysiąc dziewięćsetny, to marynarska kompania wymyśliła dla dziecka imię Novecento.
Chłopak dorastał, traktując statek jak dom. Nie było go w żadnych rejestrach urodzin, nie był obywatelem żadnego państwa. Istniał na morzu, nie schodząc na ląd. Z czasem okazało się, że ma wyjątkowy talent do gry na fortepianie i odtąd zabawiał gości swoją wirtuozerską grą, choć był absolutnym samoukiem. Jego sława zaczęła się rozchodzić po świecie, ludzie wsiadali na statek często tylko po to, by usłyszeć magicznego muzyka o dziwnym imieniu Novecento.
Mijały lata, nadeszły trudne chwile wojenne, statek wyszedł z walk poważnie uszkodzony. Trzeba było podjąć decyzję o jego dalszym losie, a także o losie mieszkającego na nim mężczyzny, który nie znał innego świata. To nie będzie łatwa decyzja…

Historię Novecenta opowiada w książce jego przyjaciel, który przez kilka lat również pływał na tym statku i grał na trąbce, towarzysząc występom mistrza. Jednak ostatnie słowa tej opowieści należą już tylko do Novecenta. Mówi o tym, co czuł i kim był, jak próbował zaklinać los i jak w końcu postanowił z tym losem dojść do porozumienia. Potem jest już tylko cisza. Ale to właśnie ta cisza sprawia, że długo nie można zapomnieć tej opowieści.



Najnowsze komentarze