Na wolne świąteczne dni polecamy włoski film „La Passione”. Komedię, która zaprasza do refleksji.
„La Passione” Carlo Mazzacuratiego opowiada historię Gianni Dubois, włoskiego reżysera po pięćdziesiątce, który przeżywa kryzys twórczy. Od kilku lat nie nakręcil żadnego filmu przez co jego producent stawia mu ultimatum. Albo w ciągu trzech dni przedstawi projekt filmu, albo koniec z jakimkolwiek finansowaniem. Na domiar złego, w domu reżysera w Toskanii pęka rura i woda zalewa XV-wieczny fresk… Przed karą i złą sławą może artystę uchronić tylko zgoda na nietypową propozycję burmistrza miasteczka.
Gianni poproszony jest o wyreżyserowanie dorocznej sacra rapprezentazione (Pasji). Problem w tym, że Wielki Piątek wypada w… najbliższy piątek. Artysta musi więc w niespełna tydzień przygotować spektakl, mając w swojej ekipie lokalną gwiazdę – zadufanego w sobie prezentera pogody, który ma grać Chrystusa i całą rzeszę tubylców, niezdolnych do nauczenia sie na pamięć jednego zdania tekstu. Do tego nie działa ksero, nie ma zasięgu, a zespół muzyczny mający grać podczas przedstawienia rezygnuje dla bardziej intratnej propozycji.
Żarty sytuacyjne i zabawne dialogi są dużym atutem filmu i jednym z powodów, dla których warto po niego siegnąć.
„La Passione” to jednak nie tylko komedia. Pod warstwą humorystyczną kryje się szereg ważnych i poważnych pytań.
Mazzacurati pyta w filmie przede wszystkim o sens tworzenia. „La Passione” to deklaracja miłości do zawodu reżysera filmowego, ale też przywiązania do innych gałęzi sztuki: do teatru, sztuki ludowej, malarstwa.
Znakomicie przedstawiona jest relacja między reżyserem a aktorami, choćby w najbardziej sugestywnej scenie „ Pasji”, w której podczas Ostatniej Wieczerzy pod Chrystusem – grubasem pęka krzeslo. „Sei un Christo perfetto” („Jesteś idealnym Chrystusem”) – mówi reżyser do aktora, który gramoli sie spod stolu obśmiany i wytykany palcami. To jedno zdanie oddaje zarazem rolę reżysera, który ma być dla aktora wsparciem i mentorem, oraz istotę przedstawienia, które pomimo upadku musi trwać dalej.
Film zabiera też w prawie dwugodzinną podroż do Toskanii. Widać w nim życie małego, nieturystycznego, typowego toskańskiego miasteczka, gdzie czas płynie powoli. Polskim akcentem w filmie jest rola Kasi Smutniak, grającej Polkę, która staje się muzą reżysera.
Komedia? Na pewno. Ale ci, którzy mają pasję do Italii, odkryją pewnie dużo, dużo więcej.



Najnowsze komentarze