W lipcu mija 400 lat od jego tajemniczej śmierci. Jego życie owiane jest legendą mroczną i niemoralną, pełno w niej pojedynków, ucieczek i dwuznacznych znajomości. Dziś wiemy, że nie wszystko z tych opowieści jest prawdą, ale bez wątpienia Caravaggio nadal pozostaje jednym z najbardziej fascynujących artystów.
Naprawdę nazywał się Michelangelo Merisi, a swój przydomek zawdzięcza miejscowości Caravaggio w regionie Lombardia, w której dorastał. Urodził się w roku 1571 i na początku nic nie wskazywało na to, że wyrośnie z niego artysta tak kontrowersyjny. Wszystko tak naprawdę zaczęło się, gdy jako młodzieniec przyjechał do Rzymu. Już wtedy był dobrym malarzem, a kolejne lata miały przynieść dalszy rozwój jego talentu. Zetknął się tam z wielką polityką, intrygami i zawiścią, poznał też smak życia w mrocznych spelunkach, wśród ludzi, o których istnieniu wolelibyśmy nie wiedzieć. Nie stronił od awantur, wdawał się w podejrzane znajomości, a do rozwiązywania konfliktów nieraz używał noża. Po jednym z takich pojedynków musiał uciekać z Rzymu. Mówiło się, że w drodze powrotnej zmarł samotnie na jednej z opuszczonych plaż, być może zdradziecko zamordowany. Współczesne badania wykazały, że zmarł w szpitalu na tyfus. Kilka miesięcy temu odnaleziono nawet w Toskanii miejsce, w którym został pochowany.
Malarstwo Caravaggia jest mroczne jak jego życie, ale potrafi zachwycać. Na początku malował intrygujące scenki rodzajowe, a to wróżkę-złodziejkę, a to dwójkę karcianych oszustów. Potem pojawiły się obrazy o tematyce religijnej, ale jakże różnią się one od tego, co kilka dziesięcioleci wcześniej malowali renesansowi artyści. Niemal wszystko skrywa się w mroku, a światło wydobywa zmęczone, zniszczone twarze prostych ludzi, którzy z powagą, ale bez uniesień obcują ze świętością. Kiedy pokazywał swoje obrazy rzymianom, oburzali się brudnymi piętami pielgrzymów i nieokrzesaniem apostołów. Caravaggio potrafił wywoływać wielkie burze, jak na przykład wtedy, gdy wyłowioną z rzeki prostytutkę namalował jako umierającą Marię. Nazywali go obrazoburcą, ale – co ciekawe – wciąż zamawiali nowe obrazy i pojawiali się, by oglądać nowe dzieła.



Po czterech wiekach od jego śmierci Włosi postanowili sprawdzić, co jest prawdą, a co tylko sensacyjną opowieścią o jego życiu. Rok jubileuszowy to dobra okazja, by pokazać światu prawdziwego Caravaggia. Badacze wiedzą coraz więcej, na przykład coraz pewniej poddają w wątpliwość jego zamiłowanie do młodych chłopców, o którym tak chętnie pisano przez całe stulecia. Ale cokolwiek by udowodnili bądź obalili, Michelangelo Merisi pozostanie malarzem ciemności, a jego życie – jak obrazy – najważniejsze skrywać będzie w cieniu.



Najnowsze komentarze