Na ekranach polskich kin pojawił się amerykański musical „Nine”. Wielbicieli gatunku ucieszy fakt, że wśród twórców znalazł się Rob Marshall, który zasłynął oscarowym „Chicago”. Ale na przyjemność liczyć mogą także miłośnicy Włoch i Felliniego.
Choć film powstał na podstawie broadwayowskiego musicalu „Nine”, u źródeł obu tych produkcji znajduje się wysmakowany obraz Federica Felliniego „Osiem i pół”. Nie zmienił się trzon opowieści. Pewien sławny reżyser filmowy, Guido Contini, przygotowuje się do nowego filmu. Wszyscy czekają na inspirujące pomysły i pierwsze decyzje, tymczasem wielki mistrz znajduje się w fazie niemocy twórczej i z każdym dniem coraz bardziej pogrąża się w gąszczu trudnych relacji z kobietami. Ucieka do uzdrowiska, by tam szukać spokoju, ale ukojenie nie przychodzi.
We włoskim pierwowzorze Guida grał Marcello Mastroianni, w wersji hollywoodzkiej z własną niemocą zmaga się Daniel Day-Lewis. Obie kreacje zagrane są z pasją i wyczuciem, choć Guido według Lewisa zdaje się wpadać w otchłań, podczas gdy Mastroianni raczej błąkał się po bezdrożach. Obu towarzyszą kobiety, obaj wielokrotnie przekraczają granice własnej wyobraźni. Zgadza się wiele szczegółów, a jednak jest to zupełnie inny film. I to nie tylko dlatego, że obecnie mamy do czynienia z musicalem. U Roba Marshalla wszystko jest bardziej dosłowne i wyraziste, akcja nabiera prędkości, sceny grane są ostro, dramatycznie, nierzadko z nutą szaleństwa. Fellini snuł swoją opowieść, przymykając oczy. Rzeczywistość przeplatała się z fantazją jakby w tych samych dekoracjach, nie było tak wyrazistych przejść i deklaracji, słowa nie definiowały, a kryły emocje.
Miłośnicy Włoch odnajdą tu jednak parę smakowitych kąsków. Rzecz jasna, na pierwszym miejscu przepiękna Sophia Loren w roli matki głównego bohatera i napisana specjalnie dla niej piosenka „Guarda la luna”. W jej obecności nawet Daniel Day-Lewis staje się Włochem. Na wskroś włoska wydaje się być też Fergie w epizodycznej roli prostytutki Saraghiny. Wykonywana przez nią piosenka „Be Italian” pozostaje w pamięci jeszcze długo po wyjściu z kina. Amerykańską impresją na temat Włoch jest też piosenka „Cinema italiano”, efektownie wyśpiewana i wytańczona przez Kate Hudson. Poszukiwacze autentyczności docenią wnętrza włoskiej wytwórni filmowej w Cinnecittá, rzymskie ulice, efektowne widoki na południu Włoch.
Nie ma się co obrażać na to, że „Nine” nie jest wierny włoskiemu oryginałowi. Całe szczęście, że jego twórcy nie chcieli za wszelką cenę udowodnić, że Felliniego da się powtórzyć. Warto go obejrzeć dla paru dobrych scen, a potem wrócić do „Osiem i pół” i tym mocniej poczuć magię Wielkiego FeFe.






Najnowsze komentarze