Ten film nie zdobędzie Oscara i nie napiszą o nim w podręcznikach, ale ma w sobie tak pozytywną energię, że spodoba się nie tylko sentymentalnym miłośniczkom romantycznych opowieści o miłości.
Wszystko zaczyna się słodko i lirycznie. Oto piękna Sophie, grana przez znaną z musicalu „Mamma Mia” Amandę Seyfried, oraz jej narzeczony Victor, czyli Gael Garcia Bernal, którego znamy na przykład z „Randki z Lucy”, przyjeżdżają do Werony w podróż przedślubną.
Szybko jednak okazuje się, że chłopięco uroczy Victor bardziej niż swoją narzeczoną Sophie interesuje się włoską kuchnią. Nie bez znaczenia w tej historii jest fakt, że Victor jest kucharzem, który właśnie przygotowuje się do otwarcia własnej restauracji. Pochłania go do tego stopnia, że nieustannie zapomina o istnieniu swej narzeczonej. Ciągle wyjeżdża gdzieś, by popróbować miejscowych przysmaków i w tej pogoni za smakiem idealnym nie zauważa, że Sophie jest coraz bardziej samotna. W tej sytuacji dziewczyna musi zorganizować sobie urlop samodzielnie.
I tak trafia do magicznego miejsca, w którym króluje miłość. Romantyczną tradycją Werony jest bowiem odpisywanie na listy zakochanych kobiet, które Julii powierzają swoje najskrytsze pragnienia i rozterki miłosne. Misję tę biorą na siebie wolontariuszki, dzięki którym kolejne pokolenia zakochanych dziewcząt mogą liczyć na odpowiedź Julii. Sophie znajduje list sprzed 50 lat i wbrew zdrowemu rozsądkowi postanawia odpisać. Tydzień później w jej życiu pojawia się elegancka dama Claire i jej irytujący wnuk Charlie.
Kiedy we trójkę wyruszają na poszukiwanie młodzieńczej miłości Claire pejzaże zmieniają się i przed naszymi oczami rozwija swe piękno Toskania. Jeśli ktoś jeszcze tam nie był, to po obejrzeniu filmu nie będzie się zastanawiał. Zdjęcia Marco Pontecorvo są zachwycające, a świat za plecami bohaterów tak piękny, że aż nierealny. Ciepłe światło, srebrzyste gaje oliwne, pełne zakrętów malownicze dróżki obsadzone cyprysami – trudno nie zakochać się w takim miejscu. Nic dziwnego, że Claire w końcu znajdzie swojego Lorenza, a Sophie odda serce Charliemu.
Warto ten film obejrzeć przede wszystkim ze względu na Vanessę Redgrave, która w roli Claire jest szlachetna i elegancka, a przy tym cudownie dowcipna i radosna. A jej spotkanie po 50 latach z ukochanym z młodości jest tak autentyczne, że naprawdę zapiera dech w piersiach. I trudno oprzeć się wrażeniu, że grający rolę Lorenza Franco Nero, prywatnie mąż aktorki, naprawdę patrzy na nią z miłością, a ona to odwzajemnia. Tylko pozazdrościć…






Hej
Dla mnie bardzo podobał się film.
Chcę go jeszcze raz zobaczyć……….
A muzyka Taylor Swift w filmie podkreśla klimat sytuacji
Pozdrawiam.
PS. A to mój wpis na blogu na temat filmu
Oto link:
http://raspberrry.pinger.pl/m/6976362/listy-od-julii