W każdym kraju inaczej obchodzi się Święto Zmarłych. We Włoszech podobnie jak w większości krajów Europy coraz bardziej ma się wrażenie, ze Święto Wszystkich Świętych i Święto Zmarłych nie różnią się wiele od amerykańskiego Halloween: w okolicach 1 listopada trwa inwazja dyń i strojów typowych dla amerykańskich parad.
Jeśli jednak dobrze poszukać, 2 listopada we włoskich sklepach (głównie piekarniach) znaleźć można ciastka o intrygującej nazwie: pane dei morti – chleb zmarłych.

fot. flickr.com (zingaro)
Okazuje się, że Włosi byli długo przekonani, że w tych dniach zmarły mógł wrócić do żywych i odwiedzić żyjących krewnych. Do takiego niecodziennego spotkania należało się oczywiście dobrze przygotować, żeby było czym niespodziewanego gościa przyjąć. Stąd właśnie wzięła się tradycja wypiekania specjalnego chleba – pane dei morti.

fot. www.cookaround.com; poniżej: fot. it.wikipedia.org
Dawniej były to rzeczywiście małe chlebki, najlepiej antropomorficznego kształtu, które pieczono, aby potem zanieść je zmarłym lub mieć w domu na wypadek niezapowiedzianych gości. Tradycja ta przetrwała do dziś, jest najbardziej rozpowszechniona na południu Włoch. Podobno w wielu domach jeszcze dziś na noc z pierwszego na drugiego listopada zostawia się na stołach te przysmaki, które przyciągają do domu duchy zmarłych.
Ciastka są robione z podstawowych składników: maki, jaj, cukru i aromatów. W wielu regionach dodaje się do nich płatki migdałów, czekoladę, dżem albo kandyzowane owoce.
Jak to często bywa we Włoszech, co region a często nawet osobne paese, to obyczaj. Pani w piekarni powiedziała mi, że trudno ustalić „typowy” przepis tych ciastek, bo nawet u niej w domu (matka pochodzi z południa a ojciec z północy) przygotowuje się ich dwa rodzaje, żeby zadowolić wszystkich.
I tak w Emilii-Romanii, Lazio, Lombardii i Marche przygotowuje się ponoć zmarłym ciastka o nazwie „bób dla zmarłych” – fave da morto, fave dei morti lub fave dolci.
W Wenecji Euganejskiej i Friuli-Wenecji Julijskiej przodkowie domagają się, aby favette dei morti były w trzech kolorach: białym, brązowym i różowym, w Trieście powinny być lekko chrupiące – słynne favette triestine.
W Piemoncie i Lombardii zmarli zadowalają się twardymi ossa d’mort – kościami zmarłych, na Sycylii chlebek polewa się zmarłym czekolada i w przypadku paste di garofano dodaje się do nich goździki.
Ciężko więc ustalić czy ciastka, które znaleźliśmy w piekarni niedaleko domu są turyńskie, najprawdopodobniej receptura pochodzi z jakiegoś pobliskiego miasteczka. My jednak odkryliśmy pane dei morti właśnie w Turynie, ciastka były przepyszne. Dlatego wiec podajemy Wam przepis na „turyński” chleb zmarłych.
Przepis wygląda na skomplikowany, ale to ze względu na bogactwo składników. Ciastka są wyśmienite i podobno zawsze wychodzą, nie obawiajcie się wiec i urozmaićcie sobie tegoroczny listopad!
Oto przepis.
Pane dei morti (wersja turyńska)
- 125 g rodzynek
- 100 g migdałów
- 500 g herbatników
- 100 g amaretti (słodkie, migdałowe ciasteczka)
- 250 g mąki
- 125 g suszonych fig
- 100 g orzeszków pinii
- 300 g cukru
- 1 łyżeczka cynamonu
- 6 g proszku do pieczenia
- 2 łyżki niesłodzonego kakao
- 4 białka
- 1 kieliszek musującego słodkiego wina
Ciastka i migdały rozdrobnić mikserem. Figi pokroić. Wszystko wsypać do miski, dodać mąkę, cukier, proszek do pieczenia, cynamon, kakao i wymieszać. Uformować dołek, wbić do niego białka i wlać pół kieliszka wina. Wyrobić ciasto, dolewając pozostałe wino. Dodać do ciasta rodzynki, orzeszki pinii i figi, ponownie wyrobić. Odrywać części ciasta i formować ciasteczka. Pieczemy w 180°C przez około 10 minut.
Jest coś, co łączy te ciastka z polskim bigosem. Są one pyszne zaraz po upieczeniu, ale już absolutnie wyśmienite po 4-5 dniach. Należy tylko pamiętać, żeby przechowywać je w szczelnym pojemniku.



Najnowsze komentarze