Nawet dla przeciętnego turysty jest rzeczą oczywistą, że Włochy południowe różnią się od północnych, również kulinarnie. Trzeba być jednak nie lada znawcą i smakoszem, by odróżniać smaki poszczególnych regionów. Teraz dostajemy niezwykle cenną pomoc w kulinarnych wędrówkach i poszukiwaniach włoskiego smaku regionalnego.
Marlenę de Blasi znają chyba wszyscy miłośnicy włoskich klimatów.
Mieszkała w Wenecji, Toskanii i Orvieto, po czym o każdym z tych miejsc napisała osobną opowieść, przybliżając nie tylko swoje przeżycia, ale też opisując ludzi, miejsca i zwyczaje. A także kulinaria, bo pisarka jest praktykiem kuchennym, a także znawcą i poszukiwaczem kulinarnych historii. Smakuje miejsca, w których przebywa. Zagłębia się w ich przeszłość, poznaje zwyczaje, szuka lokalnych składników i receptur. To było już widoczne w trzech wspomnianych opowieściach, ale autorka najwyraźniej czuła smakowy niedosyt i postanowiła przygotować rzecz ze wszech miar kulinarną. W ten sposób powstała dwutomowa opowieść o włoskiej kuchni.
W ubiegłym roku ukazało się tłumaczenie tomu „Smaki południowej Italii”, teraz do naszych rąk wędrują „Smaki północnej Italii”. Co ciekawe, jest to kolejność odwrotna niż w rzeczywistości, gdyż Marlena de Blasi najpierw napisała i wydała opowieść o regionach północnych, a dopiero potem przesunęła się na południe. Nam zaproponowano zmianę, zaczynając od kuchni pozornie bardziej egzotycznej, a na bardziej europejskiej kończąc.
Tymczasem już nawet pobieżna lektura obu tomów wskazuje, że każdą z tych kuchni troszkę już znamy, ale każda jest dla nas tak samo tajemnicza i pełna sekretów. Szczególnie że została opisana z poszanowaniem miejscowych tradycji, z szacunkiem dla regionalnych dań i bez natrętnego odwoływania się do turystycznych gustów.
I to właśnie jest najcenniejsze w obu tych książkach – tu jest kuchnia z włoskich domów, a nie z restauracji dla turystów. Brak tu standardowych wariacji na temat makaronu i pizzy, za to znaleźć można dania z lokalnymi produktami, smaki prawdziwe i unikalne. Są potrawy przecudnie proste i aromatyczne, są bardziej skomplikowane i nasycone. Warto się z nimi zmierzyć kulinarnie, stając z książką do gotowania. Ale już samo ich czytanie sprawia, że Włochy stają się bardziej autentyczne, odarte z kiczowatego błysku pamiątek i pocztówek.
„Smaki” ułożone są według prostego schematu. Każdy włoski region ma tu swój rozdział, składający się z krótkiego omówienia oraz kilkunastu przepisów. A pomiędzy tym snują się i rozbłyskują opowieści o ludziach i miejscach, które inspirowały autorkę. Bo to nie jest książka kucharska z bezosobowymi recepturami. To książka o kuchni, która budzi emocje i tych emocji wymaga. To opowieść o miłości do gotowania, jedzenia i do życia. Włosi naprawdę mogą nas nauczyć każdej z tych miłości, a Marlena de Blasi doskonale to rozumie i przekazuje nam część tej ich mądrości. Jeśli chcemy poznawać włoską kuchnię, to poznawajmy ją poprzez takie właśnie mądre i autentyczne książki, a nie albumy, w których efektownym zdjęciom nie towarzyszy prawda Italii.





Najnowsze komentarze