Nowe miejsca odkrywać można na wiele sposobów, nic jednak nie pozwala chyba poznać nowej kultury, zwyczajów i atmosfery danej społeczności jak kosztowanie lokalnej kuchni. Proponuje więc dzisiaj krótką wycieczkę po Włoszech, przewodnikiem będą smak i węch, a głównymi bohaterami specjały, których nie da się skosztować poza wybraną miejscowością.
Szlak zaczniemy u podnóża Alp, niedaleko granicy francusko-włoskiej w Piemoncie. Podczas zwiedzania dawnej osady rzymskiej w Suzie, nie da się nie dostrzec już w informacji turystycznej kartki reklamującej focaccie di Suza, ze wskazaniem najlepszej piekarni, w której można ową foccacię kupić. Z plakatu wynika, że focaccia z Suzy nie przypomina ogólnie znanej we Włoszech, zwłaszcza w Ligurii, focacci. W Suzie focaccia jest bowiem… deserem!

fot. flickr.com (nielssienaert)
Od kuchni zwiedzać można też Bergamo. Lokalnym specjałem jest tam polenta bergamasca. Także w tym przypadku specialità tego miasta jest zaskoczeniem, ponieważ popularna zwłaszcza w północnych Włoszech polenta to potrawa ludowa przyrządzana pierwotnie z mąki kasztanowej, a obecnie na ogół z mąki kukurydzianej lub kaszki kukurydzianej, niekiedy z dodatkiem sera i różnych sosów, np. sosu pomidorowego. Na słowo polenta spodziewać się więc należy tradycyjnie rodzaju mamałygi.
Niemniej jednak polenta z Bergamo to także deser, który absolutnie nie przypomina contorno. Jest to rodzaj babki. Tak, tak mieszkańcy Bergamo na tyle uwielbiają polentę, że jedzą ją także na deser.
Chodzi o polentę e Oséi.
Jest to ciastko zrobione z biszkoptu i kremu czekoladowego, masła i orzechów laskowych z dodatkiem rumu. Biszkopt pokryty jest żółtym marcepanem, a całość dodatkowo dokładnie posypana żółtym cukrem. Całość zwieńcza marcepanowy ptaszek pokryty czekoladą. Słodkie? Przeraźliwie! Ale będąc w Bergamo trzeba tego spróbować!

fot. flickr.com (by Timmey O’Toole)
O ile polenta jest prawdziwym symbolem Bergamo i spotkać można ją w wielu witrynach nie tylko cukierni i piekarni, ale także jako dekoracje w butikach, focaccie w Suzie widać bardziej na plakatach niż w sklepach.
Otóż gdy przekracza się próg piekarni, można mieć wrażenie, że zaszła jakaś pomyłka. Zamiast w piekarni z tradycjami wchodzi się do malutkiego marketu. Owszem, w głębi sklepu znajdujemy ladę z pieczywem, ale nie przypomina ona piekarni z tradycjami, która mogłaby sprzedawać lokalne specjały.
Ekspedientka jest jednak przeszczęśliwa widząc turystów poszukujących słynnej focacci i kieruje się w stronę zamrażarek. W sklepie można bowiem kupić ciasto z poprzednich dni.
Focaccia jest wypiekana raz i zamrażana, aby kupować ją można było przez cały tydzień. Jeśli ktoś chce skosztować tego lokalnego przysmaku, musi więc kupić kota w worku, w dodatku zamrożonego.
I tak dopiero w domu okazuje się, że deser z Suzy jest niczym innym jak tylko okrągłym, cienkim bochenkiem chleba, któremu słodki smak nadaje położony na wierzchu karmelizowany cukier… Ot, taka dygresja o tym, że lepiej chyba jednak próbować lokalnych specjałów na miejscu…

fot. flickr.com (bloggyboulga)
Jeśli jednak w najbliższym czasie nie wybieracie się do Włoch, podam Wam przepis na tradycyjny deser z Turynu: piemoncki bunet. Nie chodzi o nic innego jak o czapkę, tyle że bunnet nie chroni przed zimnem tylko głowy, ale ewentualnie całe ciało, dostarczając mu kalorii…
Bunet to rodzaj tradycyjnego puddingu. Polecam Wam skosztowanie go już teraz, u Was w domu, bo w przypadku tego specjału ciężko spróbować go na miejscu, chyba że podczas odwiedzin znajomych. Bunet jest znany i uważany przez Turyńczyków za lokalną specjalność, ale nie promuje się go w cukierniach tylko przygotowuje w domu.
Skorzystajcie więc z przepisu mojej znajomej Elisabetty i przenieście się myślami do pierwszej stolicy zjednoczonych Włoch!
PIEMONCKI BUNET
Potrzebne Wam będą:
do masy czekoladowej:
- 5 jajek i 1 żółtko
- 200 g cukru
- 2 łyżki rumu
- 750 ml ciepłego mleka
- 40 g kakao
- 200 g amaretti secchi czyli twardych biszkoptów migdałowych
do karmelu:
- 200 g cukru
- 10 cl wody
Kakao, biszkopty i cukier trzeba razem zmiksować, dodać jajka i ubić.
Dolać mleko, całość dobrze wymieszajcie mikserem. Wychodzi masa czekoladowa.
Następnie wymieszać w garnku cukier i wodę i gotować do skarmelizowania.
Na koniec masę czekoladową trzeba przelać do formy (może to być forma podobna do tej na babę wielkanocną).
Na wierzchu wylewa się karmel. Całość należy później gotować w kąpieli wodnej przez 40 minut.
Po ugotowaniu deser trzeba schłodzić, podaje się go na zimno.



Najnowsze komentarze