Salvatore Tranchino przyjechał do Polski dwa lata temu. Urodził się w stolicy włoskiej pizzy, w Neapolu, nauki pobierał w Bolonii, stolicy najsmaczniejszego regionu Włoch, Emilii Romanii, pracował też w mieście zakochanych, Wenecji.
I tak łączył swoją pasję do pizzy, dobrego jedzenia i pięknych kobiet.
Salvatore zawsze marzył o własnej pizzerii. Pizza w jego otoczeniu była od zawsze. Wypiekały ją zarówno mama, jak i babka, która pamięta jeszcze czasy dawnych włoskich karczm – osterii.
fot. Artur Michna
Założenie lokalu gastronomicznego we Włoszech jest jednak wbrew pozorom trudniejsze niż w Polsce. W naszym kraju bar, pub czy restaurację może otworzyć każdy kto ma na to ochotę. We Włoszech regulują to surowe przepisy: należy posiadać stosowne wykształcenie, ukończyć odpowiednie kursy i legitymować się urzędowymi dokumentami.
Salvatore jest kucharzem z zawodu, uczył się w szkole gastronomicznej. Posiada też stosowne patenty, mógłby zatem otwierać własną pizzerię we Włoszech. Jednak rynek jest tam niesamowicie konkurencyjny, a zresztą i tak ustalili z żoną, że na stałe chcą osiąść w Polsce.
fot. Artur Michna
Przyjechali zatem do Starogardu, skąd pochodzi żona Salvatore, znaleźli zaniedbany lokal na dworcu kolejowym, z dala od domostw, aby dym z opalanego drewnem pieca nie przeszkadzał sąsiadom, i otworzyli pizzerię. Przewiezienie oryginalnego włoskiego pieca do pizzy stanowiło nie lada wyzwanie. Salvatore przewiózł go jednak własnym sumptem, w częściach, na dachu swojego wiekowego fiata.
fot. Artur Michna
Jak mówi Salvatore, sekret udanej pizzy tkwi w umiejętności wyrabiania ciasta i odpowiednim wypieku placka. Ważny jest zaczyn, zagniatanie, jakość mąki, temperatura pieca oraz gatunek i jakość drewna. Reszta to tylko dodatki, których zresztą na pizzy nie powinno być zbyt wiele. Najlepsza według Salvatore jest taka pizza, która jest cienka, lekka i nieprzeładowana dodatkami. Bogate obłożenie placków i niesmaczne grube ciasto oraz nietrafiony ser najbardziej razi go w polskich pizzeriach. Jak uważa Salvatore, pizzą należy się delektować, a nie obżerać.
Mimo że istnieje kilka klasycznych rodzajów pizzy, na placku można ułożyć w zasadzie wszystko, na co mamy ochotę. Każdy ma bowiem prawo do indywidualnych decyzji w komponowaniu składników. Jeśli klient sobie życzy, Salvatore może nawet posmarować placek marmoladą. Pizza na życzenie – taki istniał dawniej. Salvatore przypomina sobie, że babcia opowiadała mu o starych włoskich osteriach, lokalnych knajpach gromadzących tubylców schodzących się na wino z beczki i karty, którzy przynosili ze sobą własne składniki, które układało się na posmarowanych sosem pomidorowym plackach. Rybacy przynosili ryby, rzeźnicy i masarze mięso i kiełbasy, rolnicy warzywa.
fot. Artur Michna
Z każdym rodzajem pizzy wiąże się jakaś legenda. Najbardziej znana dotyczy królowej Sabaudii Margherity, której imieniem ochrzczono najbardziej klasyczną włoską pizzę – z mozzarellą, pomidorami i bazylią skomponowanymi tak, aby oddać kolorystykę włoskiej flagi. Ciekawostką jest odmiana pizzy zwana Pizza putanesca czyli pizza ulicznicy, z oliwkami, kaparami i pomidorkami koktajlowymi. Taką właśnie pizze najczęściej zamawiały panie lekkich obyczajów i z czasem tak zaczęto nazywać ten rodzaj pizzy.
Salvatore z rozrzewnieniem wspomina czas dzieciństwa spędzony w Neapolu i swojską kuchnię Kampanii. Najlepsza włoska kuchnia kojarzy mu się jednak z regionem Emilii-Romanii, w której wyczuwa się silne francuskie wpływy. Najlepsze wina Salvatore odnajduje w Toskanii i Wenecji Juliańskiej.
Zaś za ciekawostkę ze swojego podwórka uważa polski wpływ w kuchni włoskiej – słynne neapolitańskie baby rumowe, deser wymyślony przez znudzonego suchymi babkami polskiego króla Stanisława Leszczyńskiego.



Najnowsze komentarze