Ostatnio wpadła mi w ręce książka kucharska „Znane i nieznane dania kuchni włoskiej” Małgorzaty Caprari. Książek kucharskich, zwłaszcza z przepisami śródziemnomorskimi, jest całe mnóstwo. I wśród tej niezliczonej ilości leżała sobie właśnie ta pozycja.
Fenomenu kuchni śródziemnomorskiej nie trzeba nikomu wyjaśniać. Ma ona coraz więcej zwolenników. Widać to doskonale po ilości książek z przepisami, zwłaszcza kuchni włoskiej.
Książka pani Caprari jest troszkę inna. Pierwsze co się rzuca w oczy to brak zdjęć. Stanowi to i zaletę i wadę książki. Osobiście uważam, że zdjęcia kulinarne są swoistymi dziełami sztuki, co można zauważyć i w księgarniach i na blogach kulinarnych. Większość zdjęć jest tak piękna, że zapiera dech w piersiach. Zdjęcia mają też tą zaletę, że wiemy jak dana potrawa ma wyglądać – co nie jest bez znaczenia np. dla mnie. Ale brak zdjęć w tej książce zafrapował mnie – ponieważ przewaga treści nad formą zawsze mnie interesuje.
I w tym przypadku nie pomyliłam się. Książka zawiera mnóstwo przepisów ze wszystkich regionów, z krótką kulinarną charakterystyką tychże. Większość przepisów jest bardzo łatwa do przygotowania. Dla mnie ma to duże znaczenie – gdyż sięgając po niektóre (okraszone pięknymi zdjęciami) przepisy, mam wrażenie, że do większości z nich potrzeba takich składników, o których istnieniu nawet nie miałam zielonego pojęcia. Nie jestem entuzjastką takiej kuchni, ponieważ nie czuję się na siłach przygotowywać takie cuda.
Mam dosyć racjonalne podejście do jedzenie – które ma być pyszne ale łatwe i szybkie do przygotowania. I oczywiście zdrowe – ale to już pewnie bardziej dotyczy składników, które zawsze starannie wybieram.
Kuchnia włoska spełnia jak najbardziej te wymogi. A książka pani Caprari utwierdziła mnie w przekonaniu, że im coś łatwiejsze i mniej skomplikowane w przygotowaniu tym lepsze. Szczególnie widać to w przepisach „makaronowych” – gdzie prostota przygotowania zadziwia. W książce znajdziemy przepisy wszystkim znane, jak np. spaghetti alla carbonara, pizza al pomodoro itp. Z mniej znanych np. turtein cu la cua (pierożki z regionu Emilia – Romagna) czy polastro imbottito (danie z Veneto).
A na zakończenie chciałam się podzielić równie prostym i wielokrotnie sprawdzonym przepisem na Aquacottę – czyli „gotowaną wodę”. Ta pyszna zupa ma tyle odmian przygotowania ilu jest Włochów. Również w książce „Znane i nieznane dania kuchni włoskiej” podany jest nieco inny przepis od mojego. Ja taką zupę przygotowuję z selerem naciowym, a w książce jest z grzybami. Osobiście uważam, że każda wersja będzie równie świetna jak „moja”. Każdy ma swoje preferencje smakowe. Zresztą ten przepis został również poddawany różnym modyfikacjom przeze mnie jak i również przez moich gotujących przyjaciół.
AQUACOTTA
- 2 łyżki oliwy z oliwek
- 1 marchew
- 1 cebula
- ½ selera naciowego
- 2-3 ząbki czosnku
- 2 posiekane pomidory
- sól i ostra papryka do przyprawienia
Na rozgrzaną oliwę wrzucamy na chwilę czosnek, potem dodajemy selera naciowego pokrojonego w paski (albo w kostkę – jak kto woli) i dusimy ok. 30 minut.
Następnie wrzucamy resztę składników, chwilę dusimy.
Dodajemy wodę (ilość wody zależy od tego jaką konsystencję zupy się lubi) i gotujemy do miękkości.
Przyprawiamy. Podajemy z grzankami czosnkowymi. Możemy również posypać startym parmezanem.
Mam nadzieję, że zakochacie się w tej prostej zupie tak samo jak ja



Najnowsze komentarze