To nie jest opowieść o kuchni, w której króluje porządek, dyscyplina i bezdyskusyjne trzymanie się receptur. To raczej próba odnalezienia serca włoskiej kuchni, podróż w stronę smaków i zapachów, które wypełniają włoskie miasta i prowincje.
Kiedy Jamie Oliver postanowił poznać włoską kuchnię, nie sięgnął po książki kucharskie innych mistrzów gotowania, ale wsiadł w samochód i pojechał do Włoch. Tu starał się omijać restauracje na szlakach turystycznych, za to odwiedzał zwykłych ludzi, zaglądał do ich kuchni, podglądał przy pracy, wypytywał o przepisy i rodzinne tradycje. Słuchał każdego – i 6-letniej dziewczynki, która doradziła mu, jakie mięso wybrać i 88-letniej babci robiącej makaron od ponad osiemdziesięciu lat. Któż lepiej zna miejscową kuchnię, jak nie ludzie, którzy ją tworzą? Bohaterowie opowieści Jamiego nie są bezimiennymi dostawcami informacjami, Jamie świetnie pamięta, gdzie ich spotkał i jak się nazywają. Fotografuje się z nimi, gdy gotują, odpoczywają, dyskutują. Towarzyszy im, aby lepiej zrozumieć świat, który stworzył włoską kuchnię.
Opowieści Jamiego pełne są pasji, ale i szacunku dla miejscowej tradycji. Ten dynamiczny brytyjski kucharz nie kwestionuje i nie poprawia tego, co widzi, lecz dokumentuje obserwowany świat. Dziwi się nieraz, z jaką zawziętością Włosi podchodzą do lokalnej tradycji, jak czasami nie dopuszczają do siebie możliwości zmian, ale nie twierdzi, że należałoby to zmienić. Wszak to właśnie ten świat stworzył arcydzieła smaku. Opowieść podąża tak, jak na stole pojawiają się kolejne dania. Wszystko zaczyna się więc od przystawek, aby potem przejść przez sałatki, dania pierwsze i drugie, dodatki i na końcu desery. Wspomnieniom z podróży towarzyszą przepisy na konkretne dania, te najsłynniejsze i najsmaczniejsze z włoskiej kuchni. W sumie ponad sto, wszystkie z gwarancją smaku.
Silną stroną tej książki są zdjęcia. Gotowe dania nie są fotografowane w scenerii restauracji, ale na drewnianych stołach, lnianych obrusach, prostych talerzach lub wręcz na patelni, na której zostały przygotowane. Warzywa nie leżą w równych rzędach, a talerzy nie zdobią jakieś smętne, abstrakcyjne przybrania. Wszystko jest tu takie, jak w prawdziwym domu i przypomina, że potrawy przyrządza się po to, by zjeść je ze smakiem, a nie przyglądać się im bez końca. Nie brakuje w tej książce także innych zdjęć, dokumentujących nie tylko samą podróż Jamiego, ale w ogóle współczesną Italię. Uśmiechają się z nich bohaterowie jego opowieści, w trakcie połowu ryb na kolację, przy wybieraniu warzyw na obiad, podczas pogawędki, przy butelce wina, nad deską z przygotowywanym makaronem. To są prawdziwe Włochy, to jest prawdziwa włoska kuchnia.



Fantastyczna jest ta książka, czytałam ją zafascynowana. Piękne zdjęcia, świetne teksty, błyskotliwe uwagi, smakowite przepisy. Polecam!