Kto zanadto zaufa tytułowi, może podejrzewać, że książka jest kolejną mutacją swoistego cyklu o tajemnicach związanych z życiem i twórczością genialnego Leonarda. Na szczęście to tylko pozory, bo tak naprawdę mamy do czynienia z fascynującą opowieścią o renesansowych stołach, kuchniach i przepisach. A ponieważ apetyt rośnie w miarę czytania, lepiej od razu zaopatrzyć się w makaron, by w odpowiednim momencie przygotować jakąś renesansową pastę, na przykład z karczochami.
Kiedy myślimy o renesansie w kontekście kulinarnym, powraca w zasadzie jedno wspomnienie z lekcji historii – o Bonie Sforzy, włoskiej żonie Zygmunta Starego, która przywiozła do Polski włoszczyznę, czyli rozmaite warzywa.
Dzięki książce DeWitta dowiemy się znacznie więcej, autor opowiada bowiem o rodzeniu się nowożytnej i nowoczesnej kuchni europejskiej. Bardzo wiele składników, potraw i sposobów przyrządzania, które dziś przynależą do naszej codzienności, mają swe źródła w wielkiej przemianie kulinarnej, jaka dokonywała się w renesansie.
Podróżnicy przywozili z dalekich wypraw nowe smaki i sadzonki, w ten sposób pojawiły się na przykład ziemniaki czy pomidory, bez których nie wyobrażamy sobie dziś życia. W ładowniach statków przybywały też nowe przyprawy, a ponieważ były bardzo drogie, ich stosowanie podkreślało status gospodarzy. W bogatych domach zawsze można było liczyć na dania bardzo pikantne i aromatyczne, przy czym największą popularnością cieszył się pieprz.
Można by tak bez końca snuć opowieść o zamorskich podróżach i europejskich stolach, które czerpały z tradycji wielu światów. Dave DeWitt ma dar opowiadania i w ułamku sekundy przenosi nas na renesansowe dwory, pozwala zajrzeć do ksiąg kucharskich papieży, sprawdzić, co lubiła Katarzyna Medycejska, o której zresztą mówi się, że nauczyła dobrego smaku samych Francuzów.
Nie mogłoby, rzecz jasna, zabraknąć w tej książce samego Leonarda da Vinci. Dzięki licznym notatkom mistrza wiadomo, że zwracał uwagę na jedzenie i wino w swojej spiżarni, choć żywił się dość zwyczajnie, w sposób nieprzypominający wystawności dworów, na których bywał. Nie byłby też sobą, gdyby również w tej sferze życia nie próbował czegoś skonstruować, podobno pracował między innymi nad prototypem pierwszego grilla.
Książka jest pasjonującą wędrówką w czasy, które zwykle kojarzą się nam bardziej z natchnionymi malowidłami niż z rozkoszami smaku. Warto dać się porwać lekturze, a potem spróbować odtworzyć jakiś dawny przepis, których nie brak na kartach tej książki. Smacznego!



Najnowsze komentarze