Swoją nazwę zawdzięcza wzgórzom, na których powstaje, ale jego sława wykracza daleko poza Toskanię, a nawet Włochy. Dziś to produkt flagowy włoskich winiarzy, coraz bardziej ceniony przez winnych smakoszy. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze niedawno wiele wskazywało na to, że Chianti straci swą pozycję z powodu dramatycznie pogarszającej się jakości. Na szczęście, to już za nami.
Winnice istniały na toskańskich wzgórzach od czasów najdawniejszych, ale przez długi czas nie przywiązywano zbyt wielkiej uwagi do jakości i powtarzalności wina. Możne rody, które sprawowały władzę nad Toskanią, nie interesowały się przesadnie tajemnicami winiarstwa. Do bardzo ważnego przełomu doszło w połowie dziewiętnastego wieku, gdy baron Bettino Ricasoli zainteresował się sprawą na poważnie. Zanim jednak dokonał kodyfikacji, przeżył rodzinny dramat, którego zresztą sam był sprawcą. Ożenił się z piękną Anną Bonaccorsi, a ponieważ sam nie był oszałamiającej urody, uległ niszczącej sile zazdrości. Gdy podczas balu zobaczył, jak jego żona tańczy w objęciach innego mężczyzny, natychmiast zabrał ją z Florencji i osadził w rodowym zamczysku w Brolio. W posępnych murach Anna spędziła resztę życia. Bettino przez jakiś czas działał polityczne, ale w końcu porzucił to zajęcie i również osiadł na zamku w Brolio, poświęcając się bez reszty produkcji wina.
Florencja i Siena na ostrzu noża
Dzieje Toskanii to tak naprawdę dzieje nieustającego konfliktu między dwoma głównymi miastami tego regionu – Florencją oraz Sieną. Kiedyś były to walki zbrojne, z czasem wszystko nabrało ogłady i zmieniło się w złośliwości, uszczypliwości i wzajemne utrudnianie sobie życia. Historia Chianti dwukrotnie zahaczyła o florencko-sieneński konflikt. Rodzina Ricasolich otrzymała od władców Florencji posiadłości na granicy terytorium Florencji i Sieny w zamian za obronę florenckiego terytorium. Nic dziwnego, że obie siedziby – w Brolio i w Meleto – przypominają raczej wojenne warownie niż wielkopańskie dwory. Kiedy zbrojny konflikt się zakończył, Ricasoli zajęli się uprawianiem winorośli. Po raz drugi w historii Chianti Siena i Florencja stanęły naprzeciwko siebie, gdy trzeba było podzielić strefy wpływów. Ustalono, że dwóch rycerzy wyruszy konno, jeden ze Sieny, drugi z Florencji, a miejsce, w którym się spotkają na wzgórzach Chianti, stanowić będzie granicę wpływów. Sygnałem startu miało być pianie koguta. Sieneńczycy wybrali białego i utuczonego, aby miał siłę piać. Florentyńczycy odwrotnie – ich czarny kogucik był tak zabiedzony, że z głodu zaczął piać już o północy. Sieneńczykom pozostało po raz kolejny w historii ulec florentyńczykom. Z czasem ów czarny kogut stał się symbolem Chianti.
Winogrona ze wzgórz Chianti
Swój charakterystyczny smak Chianti zawdzięcza miejscowej glebie, czyli ilastym łupkom, piaskom i skałom pokrytym wapieniem. Do tego trzeba dodać winne szczepy, które tworzą to wino. Podstawą jest sangiovese, dość trudna odmiana, dająca wina wyraziste, ostre i wysoko kwasowe. Aby je zmiękczyć, dodaje się także winogrona z innych odmian, głównie canaiolo, trebbiano i malvasia.
Współczesne Chianti nie jest już tworzone na wzór tego, które wymyślił baron Ricasoli, zmieniły się bowiem proporcje poszczególnych odmian, dopuszczono szczepy międzynarodowe, wielu winiarzy nie dodaje już odmian białych. Wciąż jednak najważniejsze jest sangiovese, może ono nawet występować bez towarzystwa innych winogron.
Wina powstające na wzgórzach Chianti są bardzo charakterystyczne, pachną fiołkami i lukrecją, smakują nader wyraziście. Mają wielu zwolenników, choć na pewno nie każdemu odpowiada ich specyfika. Ale spróbować warto, zwłaszcza że w Polsce bez większego trudu można już kupić całkiem niezłe Chianti.
fot. www.chianticlassico.com






Najnowsze komentarze