W poprzednich odcinkach naszych wesołych rozważań o nie zawsze wesołej historii Wiecznego Miasta spotkaliśmy już Kleopatrę i Juliusza Cezara. Dziś czas poznać kolejnego ważnego bohatera, biorącego udział w tym samym melodramacie. Oto przed Wami Marcus Antonius, dla Włochów Marco Antonio, a dla nas… Marek Antek (?)!
O Marku Antoniuszu miło pofantazjować. Tym bardziej, że raczej nie przypominał byłego już męża Jennifer Lopez, który nosi takie samo nazwisko – zdecydowanie nie kreujcie w swojej wyobraźni widoku cherlawego kawalera. Obierzcie raczej kierunek pt. „męski, ogorzały, szeroki w ramionach…” – jednym słowem: przystojny Włoch.

fot. flickr.com (blile59)
Urodzony w 83 r. p.n.e. Marek był typem bananowego imprezowicza – lubił hulanki i swawole, a swoją młodość spędził głównie na romansach i hazardzie. Jako trzydziestolatek nadal bawił się przednio, ale jednocześnie zademonstrował niemały talent jako dowódca wojskowy, współpracując z samym Julkiem Cezarem. Panowie lubili się, ale i kłócili. Jednak gdy w roku 44 p.n.e., który, jak pamiętacie, był ostatnim dla Juliusza, Marek został razem z nim mianowany konsulem, wydawało się, że rysuje się przed tym duetem świetlana przyszłość.
Mówiono wówczas, że Julek marzy, aby zostać królem, a u swego boku mieć królową Kleopatrę. Marek postanowił przyjść koledze na pomoc i sprawdzić, czy lud byłby temu bardzo przeciwny – a może chcieli pokazać, że to wszystko plotki i pomówienia? Tak czy owak, w święto Luperkaliów, przypadających mniej więcej w tym samym czasie, co nasze dzisiejsze Walentynki, Marek „ubrany” zgodnie z tradycją święta – to znaczy prawie nagi, przysłonięty jedynie skórą świeżo zabitego kozła (a bary miał szerokie!) – oferował Julkowi przed oczami tysięcy Rzymian królewski diadem, który Julek zdecydowanym gestem odrzucił. Niestety już niecały miesiąc później Julek został zamordowany, a Markowi przyszło przemawiać płomiennie przed mieszkańcami stolicy, ostrzegając ich przed spiskowcami, dla których nie ma żadnych świętości. Ta porywająca mowa pogrzebowa stała się wieki później inspiracją dla samego Szekspira, który nakreślił słowa Marka w jednym ze swoich dramatów.

fot. archiwum prywatne autorki
Wszystkie te wydarzenia przypomnieć sobie można dzisiaj, krążąc po stolicy Italii. Półnagiego Marka biegającego wśród tłumu podczas Luperkaliów wyobraźcie sobie w okolicy Via San Teodoro, na południowym zboczu Palatynu – to tutaj znajdowała się kiedyś Lupercal, mityczna grota, w której Wilczyca karmiła Romulusa i Remusa i przy której odbywały się ceremonie 14 i 15 lutego.
Jego wzruszające przemówienie podczas kremacji Cezara wspomnijcie, najlepiej z tomikiem dramatów Szekspira w dłoni, podczas spaceru po Forum. Gdzieś pomiędzy Panteonem a Fontanną Trytona, w okolicy zwanej Campo Marzio Centrale, pomarzcie o rozległych, zielonych ogrodach, które tu właśnie się znajdowały i w których po szalonych nocnych zabawach odpoczywał Marek, ich właściciel. Gdy wspinać się będziecie na Palatyn, pomyślcie, że to tutaj miał przystojniak swój elegancki dom…
Nie żałujcie jednak, że nie żyjecie w podobnych luksusach – wszystkie bogactwa Marka zdawały się wołać Memento mori! Jak zapewne wiecie, Marek szybko zaprzyjaźnił się z Kleopatrą, która po śmierci Julka została sama. A że od przyjaźni do miłości niedaleko, prędko urodziły się im dzieci. Zamieszkali w Aleksandrii.
I tu tkwił ich błąd… Na scenę wkroczył bowiem kolejny bohater naszej mydlanej opery – znany Wam już z poprzednich odcinków Oktawian. Ten inteligentny, przebiegły i pragnący władzy młodzieniec postanowił wmówić Rzymianom, że ich ukochany wódz Marek porzucił ojczyznę, aby gnuśnieć w Egipcie, pod pantoflem nierządnej królowej. Rzymianie uwierzyli.
Stąd niedaleko już do bitwy morskiej pod Akcjum, którą Kleopatra i jej ukochany przegrali. Zrozpaczony Marek postanowił rzucić się na własny miecz, co zresztą średnio mu się udało – mająca przyjść szybko śmierć okazała się długą i bolesną męczarnią. Królowa prędko do niego dołączyła, wspomagana ponoć przez jad kobry. Oktawian zniszczył wszystkie ich portrety. Dzioby okrętów, na których walczyli, ozdobiły mównicę przy świątyni Cezara (Rostra Aedis Divi Julii), którą możecie odwiedzić, spacerując po Forum…
Nie dajmy się jednak posępnemu nastrojowi! Pamiętajmy raczej, że Marek, wcielenie italiano vero, kochał dobrą zabawę. Lubił smacznie zjeść; uwielbiał wino, muzykę i piękne kobiety; był też prawdziwą duszą towarzystwa. Razem z Kleopatrą założył nawet stowarzyszenie, którego program przewidywał głównie… cieszenie się życiem. Może w jakiejś małej skali (alkohol jednak szkodzi zdrowiu, ale uśmiech i dobry humor są zawsze w cenie!) będziemy go naśladować? I to nie tylko w Rzymie!



Super tekst
swietnie napisany, czyta sie z zainteresowaniem i przyjemnoscia- takie osoby powinny uczyc historii w szkolach
) dziekuje .
Lekko i ze swadą. Podoba się!
Bardzo, bardzo dziękuję za miłe słowa. I już niedługo zapraszam do lektury kolejnego artykułu z serii, oczywiście na portalu oliwazoliwek.pl!