Mondo Cane według Mike Pattona

Mondo Cane był pierwszym filmem, który można było zaliczyć do nurtu „mondo”. Mondo movies to filmy, o których można powiedzieć „filmy śmierci”, bo właśnie śmierć była ich tematem przewodnim. Twórcy tych produkcji wykorzystywali m.in sceny zbrodni z archiwów policyjnych, jak również nagrania wypadków, bijatyk, prawdziwe sceny z corridy.

Mimo, że film pochodzi z 1962 roku, do dzisiaj wzbudza kontrowersje (słynna jest scena z chińskiej restauracji, w której klienci wybierają psa, a następnie mogą go zjeść).  Mondo Cane został zrealizowany przez trzech włoskich reżyserów: Paolo Cavara, Franco Prosperi i Gualtiero Jacopetti i okazał się międzynarodowym sukcesem kasowym, był też wielokrotnie nagradzony: Oscar za najlepszą piosenkę, Złota Palma w Cannes i nagroda Grammy w kategorii najlepsza oryginalna ścieżka dźwiękowa napisana dla filmu kinowego lub do programu telewizyjnego oraz doceniony przez widzów na całym świecie.

Mike Patton to  jeden z najoryginalniejszych muzyków naszych czasów. Trudno wymienić wszystkie jego projekty oraz muzyczne spotkania, w których brał udział lub je produkował. Do najważniejszych jego zespołów z pewnością należą Faith No More, Fantomas, Tomahawk czy pierwszy- Mr. Bungle. Jest tak wszechstronnym muzykiem, że nie sposób go zaklasyfikować do konkretnego gatunku. 

Do jego muzycznych projektów od kilku lat możemy dodać również zespół Mondo Cane, którego tytuł zainspirowany jest właśnie włoską produkcją filmową z lat 60.

Płyta Mondo Cane to włoskie covery przebojów z lat 50-tych (autorstwa m.in. Miny, The Blackmen, Ennio Morricone) . Patton wydał tę perełkę w maju 2010 roku i otrzymał bardzo przychylne recenzje. Można też powiedzieć, że płyta odniosła sukces: zajęła drugą pozycję na liście Billboard Classical Albums.

Skąd zamiłowanie artysty włoską muzyką? Mike Patton nigdy nie ukrywał, że darzy Ennio Morricone wręcz uwielbieniem i jego muzyka wywiera na jego znaczący wpływ. Poza tym były wokalista Faith No More był w związku małżeńskim z Włoszką i mieszkał jakiś czas w Bolonii. Jak twierdzi, ta płyta to m.in. podziękowanie i ukłon w stronę Włoch i Włochów, chciał tym samym odwdzięczyć się za wszystkie emocje związane z Italią, inspiracje i za wszystko, czego się tam nauczył. W produkcji pomagał mu słynny kompozytor filmowy Danielle Luppi.

Patton zaczął występować z Mondo Cane we Włoszech już w 2007 roku,  bardzo dobrze został przyjęty, następnie ruszył w trasę po innych europejskich krajach, aż w lipcu 2010 roku wystąpił z tym materiałem we Wrocławiu w ramach festiwalu Nowe Horyzonty, na którym nie mogło mnie zabraknąć.

fot. flickr.com (tuscanytunes)

Jego występ był absolutnie zjawiskowy – sam Patton to człowiek, który w sposób genialny używa swojego głosu, ale dba również o całą oprawę swojego show. Pojawił się w białym garniturze, z włosami zaczesanymi do tyłu i rozpoczął wielką włoską zabawę z niemal 30-osobową orkiestrą.

Warto wspomnieć, że w każdym mieście artysta gra z inną orkiestrą. Muzycy tygodniami ćwiczą bez niego, a kiedy zjawia się 3 dni przed koncertem, odbywają się generalne próby. Koncert na wrocławskiej Wyspie Słodowej był jednym z najlepszych w moim życiu – nie było grama fałszu we wszystkim, co Mike Patton robił, śpiewał. Nawet jego włoski jest lepszy, a zagrał tak doskonale Włocha, że ktoś niezorientowany mógłby się pomylić.

fot. flickr.com (tuscanytunes)

Płytę Mondo Cane włączam często w te chłodne wieczory – znajduję tam sporą dawkę włoskiej energii, cudowne utwory odświeżone dzięki tak nietuzinkowej postaci jaką jest Mike Patton oraz miłe wspomnienie upalnego koncertu sprzed roku.