Drodzy Czytelnicy, czy jesteście gotowi na kolejny odcinek naszej rzymskiej telenoweli? Lojalnie uprzedzam, że będzie dzisiaj łzawo i podniośle (ale ze smakowitym zakończeniem). Opowiem Wam bowiem o kobiecie szlachetnej i prawej, skrzywdzonej przez nieczułych mężczyzn. Rzymian, oczywiście.
Kobiecie było na imię Oktawia. Tak się jakoś porobiło, że była siostrą cesarza.
Mówi się, że byli do siebie podobni jak dwie krople wody: te same jasne włosy, podobne błękitne oczy. Oktawian był jednak zimnym, okrutnym i wyrachowanym graczem. Jego siostra natomiast zapisała się na kartach historii jako jego zupełne przeciwieństwo.
Oktawia (jej imię znaczy „Ósma”) nie miała z bratem łatwego życia – wykorzystywał ją bowiem jako pionek w swoich politycznych grach. Aby umocnić sojusz z Markiem Antoniuszem, Oktawian doprowadził do jego ślubu z siostrą, wiedząc doskonale, że Marek zakochany jest do szaleństwa w innej kobiecie (czytaj: czarownej królowej Kleosi). Zdaje się przy tym, że sama Oktawia była politycznym małżeństwem zachwycona, bo od dawna marzyła o przystojnym Marku.
Kleosia na wieść o małżeństwie, na które jej ukochany musiał się zgodzić, aby przypieczętować układ z Oktawianem, zupełnie się wściekła. Szekspir wkłada jej w usta takie oto słowa (można je wykorzystać w jakiejś kłótni, piorunujący efekt murowany!) skierowane do biednego posłańca:
Precz, wstrętny łotrze, lub ci oczy wydrę
I niczym piłki będę je kopała!
Wyrwę ci włosy z głowy! (…)
Każę chłostać,
Albo gotować w solance, bez końca
Cierpieć straszliwie będziesz w tej zaprawie!
(Antoniusz i Kleopatra, akt II, scena 5)
Niepotrzebnie jednak tak bardzo się awanturowała, chociaż dzięki jej nerwom możemy dziś oddać się lekturze tych pasjonujących wersów – serce Antoniusza należało do niej, mimo że Oktawię uważano za piękną kobietę o ujmującym usposobieniu. Gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja, podczas wyprawy przeciwko Partom, Marek odesłał żonę do Rzymu pod pretekstem niebezpieczeństw wojny.
Jednak Oktawia, mimo całej swojej łagodności i układności, głupia nie była. Wiedziała, że małżonek zabawia się z egipską królową. Szybko więc wyruszyła z Półwyspu Apenińskiego ku niemu, twierdząc, że chce wesprzeć go w walce z Partami dodatkowymi oddziałami wojska. Antoniusz, zamiast się ucieszyć, jak marzyłaby romantycznie nastawiona żonka, kazał jej wracać do domu, co w końcu posłusznie uczyniła. W międzyczasie porządnie zezłościł się jej brat, prosząc, aby opuściła siedzibę Antoniusza i przeprowadziła się do niego. Oktawia jednak odmówiła i pozostała w posiadłości męża, wychowując wspaniałomyślnie jego syna z poprzedniego związku z niejaką Fulwią.
Parę lat później Marek dopełnił potrzebnych formalności i rozwiódł się z Oktawią, aby poślubić ukochaną Kleopatrę. Po samobójczej śmierci obojga, Oktawia, porzucona, upokorzona, a do tego porozwodowo owdowiała dalej opiekowała się dziećmi ex-męża, w tym Aleksandrem Heliosem, Kleopatrą Selene i Ptolemeuszem Filadelfosem, które urodziła mu królowa Egiptu.

Taka postawa przysporzyła Oktawii wielu admiratorów, podziwiających jej lojalność i szlachetność – tak w Starożytnym Rzymie, jak i w wiekach późniejszych. Zdarzają się jednak i tacy, którzy widzą w niej raczej niezbyt mądrą, rozemocjonowaną, a czasem zazdrosną i okrutną dzierlatkę. Zaliczamy do nich chociażby twórców serialu „Rzym” czy – żeby nie było, że ograniczamy się tylko i wyłącznie do oglądania telewizji! – autora libretta siedemnastowiecznego dramma per musica pt. Cleopatra, niejakiego Giacomo dall’Angelo.
Śladami siostry słynnego brata możemy dziś oczywiście pojechać do Wiecznego Miasta – w końcu każdy pretekst jest dobry!
Los Oktawii opłakiwać należałoby w okolicach Mauzoleum Augusta, gdzie spoczęły prochy jej i większości cesarskiej rodziny.
Jej postać w pełnej okazałości widoczna jest zaś na fryzie Ołtarzu Pokoju – trzyma tu za rękę swojego synka Germanika.

Jednak najsłynniejszym zabytkiem kojarzącym się z jej imieniem jest bez wątpienia il portico di Ottavia (łac. Porticus Octaviae). Wzniesiony z rozkazu Oktawiana Augusta w latach 33-23 p.n.e. portyk znajduje się w dzielnicy żydowskiej i jest tak naprawdę przerobioną wersją stojącej tu wcześniej budowli, zwanej Portykiem Metellusa. Według historyków, otaczał on dziedziniec, na którym wznosiła się świątynia Junony i Jowisza, i stanowił swego rodzaju muzeum na świeżym powietrzu, jako że wypełniały go rozmaite dzieła sztuki; znajdowała się tu również ważna biblioteka publiczna założona przez cesarza.
Dziś, zamiast romantycznych uniesień, literackich wzruszeń i artystycznych wrażeń proponuję zaplanować w tej okolicy chwilę rozkoszy dla podniebienia. Udajcie się na pyszne słodkości do Il Boccione – Forno del Ghetto (Via Portico d’Ottavia 1) lub na smakowitą kolację w restauracji Da Giggetto Ar Portico d’Ottavia (na tej samej ulicy pod numerem 21), serwującej dania kuchni rzymskiej i żydowskiej, w tym słynne carciofi alla giuda. Jestem przekonana, że po takiej uczcie zostaniecie wiernymi fanami dobrej pani Oktawii.
Najnowsze komentarze